
Idee prometejskie są do dziś uważane za niezmiernie ważny element tradycji politycznych Polski. Prometeizm to oryginalna[1] i bodaj najpełniejsza polska koncepcja polityki zagranicznej sformułowana w XX wieku[2]. Niniejszy tekst stanowi próbę zaktualizowania założeń klasycznego prometeizmu, wyartykułowanych w odległym o około stulecie momencie historycznym i w zupełnie odmiennym od dzisiejszego międzynarodowym układzie sił. Współcześnie zarysowuje się bowiem możliwość rewitalizacji doktryny prometejskiej jako twórczego wkładu Polski w procesy polityki światowej, wszelako pod warunkiem dostosowania jej do warunków ładu międzynarodowego ukształtowanego na przełomie XX i XXI wieku.
Pierwotny plan prometejski, sformułowany w latach dziewięćdziesiątych XIX stulecia w kręgu działaczy Polskiej Partii Socjalistycznej skupionych wokół Józefa Piłsudskiego, przewidywał „rozcięcie Rosji po szwach narodowościowych” dzięki połączeniu sił i skoordynowaniu działań ruchów rewolucyjnych nierosyjskich narodów zamieszkujących zachodnie i południowo-zachodnie okrainyówczesnego imperium carów. Z chwilą odzyskania przez Polskę niepodległości pod koniec 1918 r. na mapie Europy pojawił się ośrodek państwowy – potencjalny realizator polityki prometejskiej, której cele uległy teraz modyfikacji: odtąd polegać ona miała na udzielaniu przez państwo polskie czynnej pomocy ludom walczącym w Europie Wschodniej (Łotysze, Białorusini, Ukraińcy) i na Kaukazie (Ormianie, Azerowie, Gruzini, tzw. Górale kaukascy) o uzyskanie i utrzymanie niezależności od bolszewickiej już Rosji. Po ustabilizowaniu się granic sowieckiej Rosji polityka prometejska polegać miała następnie na obronie przez Polskę niepodległości państw limitrofowych (tj. graniczących ze Związkiem Sowieckim), aktywizowaniu niepodległościowych ruchów narodowych wewnątrz państwa rosyjskiego oraz przygotowywaniu emigracyjnych kadr poszczególnych narodów na spodziewany kryzys wewnętrzny i rozpad ZSRS[3]. Stałym rdzeniem koncepcji prometejskich pozostawała idea wspólnego frontu narodów ujarzmionych niegdyś przez Rosję, zwróconego przeciw temu „więzieniu narodów”, a realizowanego poprzez wzajemne wspieranie się przez nie w walce o uzyskanie lub zachowanie niepodległości od Rosji. Czołowymi placówkami prometeizmu w kraju były najpierw stowarzyszenia naukowe: Instytut Badań Spraw Narodowościowych (zał. 1921), Instytut Wschodni (zał. 1925), Orientalistyczne Koło Młodych (zał. 1928), następnie instytucje państwowe: Wydział Wschodni w Ministerstwie Spraw Zagranicznych[4], Wydział Narodowościowy w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych[5], Wydział Polityki Oświatowej w Ministerstwie Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego[6], Ekspozytura nr 2 Oddziału II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego[7]. Za granicą funkcję tę spełniały niektóre placówki dyplomatyczne Rzeczypospolitej Polskiej[8] oraz kluby organizacji „Prometeusz” w Paryżu, Warszawie, Berlinie, Helsinkach, Stambule, Teheranie i Harbinie.
Monocentryczny ład międzynarodowy
Obecnie świat staje przed zagrożeniem w dużej mierze podobnym do stwarzanego niegdyś przez Związek Sowiecki dla państw i narodów limitrofowych; o ile jednak tamto miało zasięg kontynentalny, o tyle to współczesne ma zasięg globalny. Wynika ono z ukształtowania się w stosunkach międzynarodowych monocentrycznego systemu politycznego (najczęściej zwanego nieprawidłowo systemem „jednobiegunowym”). Narodził się on na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XX wieku, kiedy wskutek rozpadu sojuszu państw „demokracji ludowej”, a następnie samego Związku Sowieckiego, na planetarnej arenie niedawnego jeszcze konfliktu pozostały tylko jedno państwo o statusie supermocarstwa (Stany Zjednoczone Ameryki) i jeden zintegrowany wokół niego blok polityczno-wojskowy (blok euratlantycki), pozbawione w skali świata jakichkolwiek równoważników. Zasady funkcjonowania nowego ładu międzynarodowego zostały jednak w pełni wyartykułowane i rozwinięte dopiero około dekadę później. Publicznie uczynił to prezydent George Bush młodszy w przemówieniach z lat 2001-2002. W pierwszym z nich (20 IX 2001) ogłosił rozpoczęcie przez USA „wojny z terroryzmem”[9].
Koncepcja „wojny z terroryzmem” była pierwszą otwartą, wypowiedzianą wprost deklaracją zasad monocentrycznego ładu międzynarodowego. Przyjrzyjmy się zatem jej założeniom. Tradycyjnie wojny wypowiadać sobie nawzajem mogły podmioty prawa międzynarodowego, tak więc państwa. W tym przypadku po raz pierwszy państwo wypowiedziało wojnę aktorom niepaństwowym – terrorystom, tj. grupom czy ruchom politycznym, często niesformalizowanym lub słabo ustrukturowanym, a nawet osobom fizycznym, jak Usama ibn Ladin (1957-2011). Kryminalne zjawisko terroryzmu uznano za zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego USA i zarazem utożsamiono z konkretnymi państwami na mapie świata. Jako pełnoprawne narzędzie „wojny z terroryzmem” do Narodowej Strategii Bezpieczeństwa USA z września 2002 r. wprowadzono wojnę prewencyjną (preventive war): Stany Zjednoczone jednostronnie zastrzegły sobie możliwość przeprowadzenia ataku militarnego na każde państwo uznane przez nie za wspierające terroryzm, choć podjęcie takich działań militarnych bez upoważnienia ze strony Rady Bezpieczeństwa ONZ jest jawnym pogwałceniem prawa międzynarodowego[10]. Kolejny kluczowy element stanowiło ostrzeżenie skierowane do całej społeczności międzynarodowej: Każdy naród, w każdym regionie, musi teraz podjąć decyzję. Albo jesteście z nami, albo z terrorystami (either you are with us, or with the terrorist).[11] Gdy przełożyć tę wypowiedź z języka retoryki politycznej na język polityki, oznacza ona jasną deklarację utrwalenia monocentrycznego ładu międzynarodowego i wezwanie pozostałych państw do podporządkowania się Ameryce jako światowemu hegemonowi; każde bowiem państwo, które nie zechce być sojusznikiem USA, może zostać przez Waszyngton uznane za sojusznika terrorystów, ze wszelkimi tego konsekwencjami (z wojną prewencyjną włącznie). Jako wspierające terroryzm wskazano imiennie szereg państw, desygnując je zarazem na ogniwa „osi zła” (axis of evil): Irak, Iran i Koreę Północną[12]. Co znamienne, na „osi zła” umieszczono wyłącznie państwa o antyzachodniej orientacji ideologicznej, najmocniej wyłamujące się z tego powodu z monocentrycznego ładu międzynarodowego, nie godzące się wejść w skład obszaru kontroli strategicznej sprawowanej przez blok euratlantycki. Wyraźnie wskazano w ten sposób, jakie tendencje w polityce międzynarodowej będą zwalczane w ramach „wojny z terroryzmem”[13].
Po proklamowaniu „wojny z terroryzmem” Departament Stanu opublikował listę państw, w których według amerykańskich ustaleń Al-Kaida oraz inne, współpracujące z nią islamskie organizacje terrorystyczne miały posiadać swoje struktury jeszcze przed wydarzeniami z 11 września 2001 r. Obejmowała ona 67 krajów: Egipt, Irak, Iran, Izrael, Jordanię, Kuwejt, Liban, Maroko, Autonomię Palestyńską, Arabię Saudyjską, Sudan, Syrię, Tunezję, Turcję, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Jemen, Afganistan, Bangladesz, Chiny, Indie, Indonezję, Malezję, Birmę, Pakistan, Filipiny, Albanię, Belgię, Bośnię i Hercegowinę, Chorwację, Danię, Francję, Niemcy, Włochy, Serbię (Kosowo), Luksemburg, Holandię, Hiszpanię, Szwecję, Szwajcarię, Wielką Brytanię, Azerbejdżan, Rosję, Czeczenię, Tadżykistan, Uzbekistan, Algierię, Komory, Dżibuti, Erytreę, Etiopię, Kenię, Libię, Mauretanię, Nigerię, Senegal, Somalię, Republikę Południowej Afryki, Sudan, Tanzanię, Ugandę, Demokratyczną Republikę Konga, Kanadę, USA, Argentynę, Brazylię, Paragwaj i Urugwaj[14]. Ogłoszenie tej listy należy więc traktować jako równoznaczne z zakreśleniem na mapie świata obszaru strategicznych interesów USA i zarazem obszaru potencjalnej interwencji Stanów Zjednoczonych, którą amerykańskie władze są gotowe podjąć w ich obronie.
Urzędujący prezydent USA Barack Obama dochodził do władzy pod hasłami wycofania Ameryki z awanturniczej polityki zagranicznej uprawianej przez George’a Busha. Wbrew tym zapowiedziom, a także wbrew późniejszym zapewnieniom, pod jego rządami polityka „wojny z terroryzmem” nie zakończyła się, lecz jest kontynuowana, choć już bez głośnego szermowania tym hasłem. Dowiodły tego zwłaszcza wydarzenia roku 2011. Najpierw wojska NATO pod amerykańskim przywództwem dokonały zbrojnej agresji na Libię. Było to naruszenie rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 1973, zezwalającej jedynie na podjęcie działań chroniących ludność cywilną[15], w żadnym zaś wypadku na prowadzenie regularnych działań ofensywnych przeciw libijskim siłom zbrojnym. W sytuacji zależności finansowej ONZ od Stanów Zjednoczonych działania tych ostatnich nie spotkały się jednak nawet z protestem. Agresja na Libię zakończyła się obaleniem ponad czterdziestoletnich rządów Muammara al-Kaddafiego i zepchnięciem Libii do stanu państwa upadłego (failed state), którego słabe władze nie sprawują efektywnej kontroli nad własnym terytorium państwowym, a nawet nad stolicą[16] – jak również linczem na samym Kaddafim, dokonanym przez popieranych przez Zachód rebeliantów. Ówczesna sekretarz stanu Hillary Clinton publicznie skomentowała ze śmiechem to morderstwo słowami: We came, we saw, he died![17] W tym samym roku na rozkaz prezydenta Obamy komandosi amerykańskiej marynarki wojennej zastrzelili przebywającego w Pakistanie Usamę ibn Ladina, domniemanego organizatora ataku terrorystycznego na World Trade Center. Zabójstwo obywatela jednego państwa (Arabii Saudyjskiej) przez funkcjonariuszy drugiego państwa (USA) na polityczne polecenie jego władz, dokonane na terytorium państwa trzeciego (Pakistanu), na które wdarli się oni bez zgody miejscowych władz, nosi wszelkie znamiona pospolitego morderstwa, jednak czyn ten nie spotkał się z potępieniem na arenie międzynarodowej; przeciwnie – rządy wielu państw, w tym Polski[18], pospieszyły z gratulacjami pod adresem Waszyngtonu. Pakistan w okresie wojskowych rządów generała Perveza Musharafa pozostawał bliskim sojusznikiem USA; po ich zakończeniu zmienił orientację w polityce zagranicznej na prochińską i antyamerykańską. Bezkarny powietrzny rajd amerykańskich komandosów do położonego blisko pakistańskiej stolicy miejsca pobytu Usamy ibn Ladina można więc interpretować jako groźbę pod adresem państwa próbującego wyłamać się z monocentrycznego ładu międzynarodowego.
Polityka zagraniczna USA, a właściwie całego skupionego wokół nich bloku euratlantyckiego ma na celu nie tylko zapewnienie sobie i utrzymanie światowej hegemonii politycznej. Wyraźnie zaznacza się w niej również dążenie do narzucenia państwom pozostającym w zasięgu jej oddziaływania jednakowego modelu ekonomicznego, opartego deklaratywnie na zasadach „wolnego rynku” (free economy). W praktyce sprowadza się on do prowadzenia przez poszczególne państwa polityki gospodarczej (prywatyzacja – deregulacja – znoszenie barier celnych) gwarantującej zachodnim centrom finansowym możliwość nieskrępowanego ingerowania w ich krajowe gospodarki, nie gwarantującej natomiast samym tym państwom stabilności ekonomicznej[19]. Na obszarze kontroli strategicznej sprawowanej przez blok euratlantycki rozwija się ponadto proces ujednolicenia kulturowego poddanych jej społeczeństw w postaci wspieranej przez zachodnie ośrodki dyspozycji politycznej westernizacji bądź mcdonaldyzacji – wypierania kultury rodzimej przez eksportowaną z Zachodu popkulturę[20]. Ideolodzy monocentrycznego ładu międzynarodowego potwierdzają istotne znaczenie westernizacji dla ugruntowania hegemonicznej pozycji USA w światowym systemie politycznym[21].
Mniejsze państwa w monocentrycznym ładzie międzynarodowym
Państwa ze względu na wielkość swojego potencjału siły (potęgę): ekonomicznego, militarnego, demograficznego, przestrzennego, możliwość oddziaływania na inne podmioty państwowe – ośrodki siły, klasyfikowane są jako mocarstwa globalne – supermocarstwa, mocarstwa sektorowe lub regionalne – państwa duże, państwa średniej wielkości, państwa małe i mikropaństwa. Stąd wynikają mniejsze bądź większe możliwości autonomicznego kształtowania systemu bezpieczeństwa i obronności, opartego w znacznym stopniu na własnych możliwościach lub występuje konieczność poszukiwania innych rozwiązań polegających na budowaniu zdolności koalicyjnych z innymi podmiotami prawa międzynarodowego – państwami, tworzenie przyjaznego środowiska międzynarodowego w wymiarze regionalnym, szczególnie w bezpośredniej styczności, a więc w bezpośrednim otoczeniu – z państwami sąsiedzkimi oraz wykorzystanie wszelkich innych możliwości albo dostosowanie się z konieczności do rozwiązań optymalnych w danych okolicznościach.[22] Średnie i małe państwa w przeciwieństwie do mocarstw nie dysponują dostatecznym potencjałem, by samodzielnie kształtować międzynarodowy układ sił. Ich zakres samodzielności w polityce międzynarodowej wyraża się w możliwościach wyboru większego ośrodka, z którym będą współpracować na arenie międzynarodowej. Im więcej zatem wzajemnie niezależnych mocarstw występuje na politycznej mapie świata, tym korzystniejsze staje się położenie mniejszych państw, ponieważ zwiększa się ich swoboda manewru w polityce zagranicznej. Jarosław Tomasiewicz pisze trafnie: Dopóki państwo może zmienić orientację – dopóty jego suwerenność nie jest fikcją. Dlatego w interesie każdego państwa jest dążenie do zapewnienia sobie jak najszerszej – choćby tylko potencjalnej – swobody manewru. Orientację geopolityczną należy przy tym traktować jako instrument polityki państwa a nie wartość samą w sobie. W przeciwnym razie to państwo staje się instrumentem orientacji geopolitycznej a rację stanu zastępuje dyscyplina blokowa czy też po prostu lojalność wobec hegemona.[23]
Jak wynika z powyższego, powstanie monocentrycznego ładu międzynarodowego stawia średnie i małe państwa w położeniu skrajnie niekorzystnym. Gdy na arenie międzynarodowej pozostało tylko jedno supermocarstwo, pojawiła się realna groźba całkowitej utraty przez mniejsze państwa swobody wyboru orientacji w polityce zagranicznej. W praktyce każde z nich może zostać postawione przed wyborem: albo podporządkować się hegemonicznym dążeniom supermocarstwa i posłusznie dostosować swoją politykę zagraniczną do jego celów politycznych, albo stać się państwem „wspierającym terroryzm” bądź „niestabilnym”, zagrożonym bezpośrednio wojną prewencyjną lub „misją stabilizacyjną” (resp. okupacją wojskową).
Nawet w epoce zimnowojennej małe i średnie państwa zachowywały większą niezależność, niż w realiach monocentrycznego ładu międzynarodowego. W biegunowym systemie politycznym, opartym na równoważących się wpływach dwóch supermocarstw, mogły one starać się manewrować między oboma biegunami i w ten sposób uzyskać obszar swobody, przejawiającej się m.in. w możliwości wyboru własnej drogi politycznej, zamiast przyjęcia narzucanego z zewnątrz modelu ustrojowego i gospodarczego. W samej Afryce na przykład w okresie zimnej wojny realizowano tak różnorodne koncepcje polityczno-ekonomiczne, jak: „konscjentyzm” w Ghanie rządzonej przez Kwame Nkrumaha (1957-1966), system ujamaa w Tanzanii rządzonej przez Juliusa Kambarage Nyerere (1960-1985), „komunokracja” w Zambii rządzonej przez Kennetha Davida Kaundę (1964-1991), „autentyzm” w Kongu-Zairze rządzonym przez Mobutu Sese Seko (1965-1997), „socjalizm wiejski” w Gwinei rządzonej przez Ahmeda Sekou Touré (1958-1984), „socjalizm desturiański” w Tunezji rządzonej przez Habiba Bourgibę (1957-1987), „trzecia teoria światowa” w Libii rządzonej przez Muammara Kadafiego (1969-2011)[24]. Warto zauważyć, że Związek Sowiecki wspierał inicjatywy panafrykańskie, wysuwające program integracji politycznej Afryki w jedno państwo związkowe. Moskwa nie czyniła tego, rzecz jasna, z bezinteresownej sympatii dla ludów Afryki, ale dla realizacji własnych celów politycznych (wyparcia z Afryki wpływów swoich rywali – Wielkiej Brytanii, Francji i Stanów Zjednoczonych, podobnie jak w celu wyparcia ich wpływów z „trzeciego świata” wspierała ruch państw niezaangażowanych), niemniej realizacja tego programu i powstanie nowego wielkiego podmiotu geopolitycznego w postaci federacji afrykańskiej oznaczałyby większe spluralizowanie ładu międzynarodowego, a więc zwiększenie zakresu niezależności mniejszych państw świata. Przeciwstawne cele realizowały oczywiście mocarstwa bloku euratlantyckiego, dążące do utrzymania status quo, to znaczy politycznego rozbicia Czarnego Lądu i zależności od siebie poszczególnych państw afrykańskich. Pierwszy energicznych rzecznik panafrykanizmu, który nie był tylko ideologiem, lecz czynnym politykiem – Kwame Nkrumah (1909-1972) – w 1966 r. stracił władzę wskutek zamachu stanu inspirowanego przez służby wywiadowcze Wielkiej Brytanii i USA[25]. Ostatni polityk głoszący program panafrykański, Muammar Kadafi (1942-2011), został obalony w 2011 r. przez agresję wojskową NATO.
Podsumowując, monocentryczny ład międzynarodowy przyniósł ze sobą bezprecedensowe zagrożenie dla wolności większej części państw świata. W jego warunkach zachować niezależność zdolne jest tylko kilka podmiotów geopolitycznych o największym potencjale (Chiny, Rosja, Indie). Mniejsze państwa skazane są na wybór pomiędzy perspektywą skrajnie asymetrycznego konfliktu zbrojnego bez nadziei na zwycięstwo a stanem całkowitej zawisłości od centrum bloku euratlantyckiego. Założenia atlantyckiego monocentrycznego ładu międzynarodowego wykazują analogie z sowieckim projektem rewolucji światowej. W obu przypadkach mamy do czynienia z dążeniem jednego ośrodka siły do narzucenia wszystkim innym państwom jednolitego ustroju politycznego, systemu ekonomicznego i paradygmatu ideologicznego.
Perspektywa „nowego prometeizmu”
Szansą na zachowanie większego zakresu swobody przez średnie i małe państwa jest policentryzacja ładu międzynarodowego: powstanie jak największej liczby światowych, regionalnych i lokalnych centrów polityki międzynarodowej, a więc istnienie jak największej liczby państw i struktur politycznych niezwiązanych z blokiem euratlantyckim. Szereg ośrodków niezależnej od niego polityki został wprawdzie zlikwidowany drogą projekcji siły: Jugosławia (1999), baasistowski Irak (2003), libijska Dżamahirijja (2011); w obecnej chwili nie da się wykluczyć, że podobna próba zostanie otwarcie podjęta w stosunku do baasistowskiej Syrii. Państw wyłamujących się z euratlantyckiego modelu politycznego, ekonomicznego czy ustrojowego wciąż jednak nie brakuje na mapie świata, zarówno w Azji (Syria, Iran, Kazachstan, Uzbekistan, Turkmenistan), jak i w Afryce (Erytrea, Zimbabwe) czy Ameryce Łacińskiej (Kuba, Wenezuela), a nawet w Europie (Białoruś). Programem minimum mniejszych państw powinno być odrzucenie uczestnictwa i odmowa wsparcia dla jakichkolwiek działań bloku euratlantyckiego, podejmowanych w celu włączenia takich ośrodków do obszaru jego kontroli strategicznej i tym samym umocnienia monocentrycznego ładu międzynarodowego, wspieranie natomiast, proporcjonalnie do własnych możliwości, wszelkich starań o utrzymanie niezależności podejmowanych przez ośrodki doświadczające zachodniego nacisku. Politykę ukierunkowaną na obronę niezależności narodów i państw przed zakusami niegdysiejszego „żandarma Europy” w polskiej tradycji ochrzczono imieniem prometeizmu. Polityka solidarnego wsparcia państw branych na cel przez współczesnego samozwańczego żandarma świata – którego apologeci wolą tytułować „samotnym szeryfem”[26] – zasługiwałaby na nazwę „nowego prometeizmu”. Jej cel – obrona i poszerzanie zakresu swobody mniejszych państw w polityce międzynarodowej – doskonale komponuje się ze starą prometejską dewizą: Za naszą i waszą wolność.
Adam Danek, 21 czerwca 2016
[1] Zob. Marek Hańderek, Prometeizm jako ideologia wielkoprzestrzenna Drugiej Rzeczypospolitej, „Ideopolityka”, 2013, nr 1 (2).
[2] Nie była to natomiast jedyna polska koncepcja w polityce międzynarodowej, która zyskała oddźwięk za granicą. To samo można powiedzieć o sformułowanych w okresie PRL „planie Rapackiego” i „planie Gomułki”. Okoliczności ich narodzin interesująco opisał w swych pamiętnikach Józef Winiewicz (1905-1984), długoletni wiceminister spraw zagranicznych Polski „Ludowej” (1955-1972). Zob. Józef Winiewicz, Co pamiętam z długiej drogi życia, Poznań 1985, s. 551-579.
[3] Z opracowań naukowych zob.: Marek Kornat (red.), Ruch prometejski i walka o przebudowę Europy Wschodniej (1918-1940), Warszawa 2012; Jan Jacek Bruski, Między prometeizmem a Realpolitik. II Rzeczpospolita wobec Ukrainy Sowieckiej 1921-1926, Kraków 2010; Timothy Snyder, Tajna wojna. Henryk Józewski i polsko-sowiecka rozgrywka o Ukrainę, przeł. Bartłomiej Pietrzyk, Kraków 2008; Ireneusz Piotr Maj, Działalność Instytutu Wschodniego w Warszawie 1926-1939, Warszawa 2007; Sergiusz Mikulicz, Prometeizm w polityce II Rzeczypospolitej, Warszawa 1971. Na szczególną uwagę zasługują relacje własne architektów i realizatorów polityki prometejskiej: Edmund Charaszkiewicz, Referat o zagadnieniu prometejskim, [w:] Andrzej Grzywacz, Marcin Kwiecień, Grzegorz Mazur (red.), Zbiór dokumentów ppłk. Edmunda Charaszkiewicza, Kraków 2000; Włodzimierz Bączkowski, Prometeizm na tle epoki. Wybrane fragmenty z historii ruchu, „Niepodległość”, 1984, nr 17.
[4] W okresie, gdy stanowisko jego naczelnika zajmowali: Juliusz Łukasiewicz (1921, 1922-1926), Tadeusz Hołówko (1927-1930), płk Tadeusz Schaetzel (1931-1935) i w mniejszym stopniu ppłk Tadeusz Kobylański (1935-1939).
[5] W okresie, gdy stanowisko jego naczelnika zajmował kpt. Henryk Suchenek-Suchecki.
[6] W okresie, gdy stanowisko jego naczelnika zajmował kpt. Aleksander Kawałkowski (1932-1935).
[7] W okresie, gdy stanowisko jej kierownika zajmował ppłk Edmund Charaszkiewicz (1928-1939).
[8] M.in. poselstwo RP w Ankarze pod zwierzchnictwem Romana Knolla (1924-1925) czy poselstwo RP w Teheranie pod zwierzchnictwem Stanisława Hempla (1925-1938).
[9] Wojciech Szymborski, Doktryna Busha, Bydgoszcz 2004, s. 79-81.
[10] Tamże, s. 85-92.
[11] Przemówienie prezydenta George’a W. Busha do izb Kongresu z 20 IX 2001 r.; cyt. za: Wojciech Szymborski, Doktryna Busha, s. 81.
[12] Orędzie prezydenta George’a W. Busha o stanie państwa z 29 I 2002 r., cyt. za: Wojciech Szymborski, Doktryna Busha, s. 81.
[13] Odkładając na bok uprzedzenia, kształtowane przez przekazy zachodnich mediów, dążenie władz Korei Północnej do uzyskania efektywnego arsenału nuklearnego (w tym strategicznych środków przenoszenia głowic) należy uznać za racjonalne. Przy oczywistej asymetrii sił pomiędzy USA a niemal każdym innym państwem na świecie jedynym argumentem zdolnym powstrzymać groźbę uderzenia militarnego supermocarstwa pozostaje możliwość użycia broni nuklearnej we własnej obronie. Nie ma podstaw, by sądzić, iż ośrodki decyzyjne Korei Północnej kierują się w swej polityce irracjonalną nienawiścią do świata zewnętrznego – jak sugerują nam to zachodnie media. Władze KRLD dążą natomiast do uzyskania gwarancji, że ich państwo nie podzieli losu Jugosławii w 1999 r., Afganistanu w 2001 r., Iraku w 2003 r. czy Libii w 2011 r.
[14] Krzysztof Karolczak, Współczesny terroryzm w świetle teorii Halforda Mackindera, „Geopolityka”, 2009, nr 2 (3), s. 111-112.
[15] http://www.un.org/News/Press/docs/2011/sc10200.doc.htm#Resolution (dostęp 30 VI 2013).
[16] Np. w ostatnich dniach kwietnia 2013 r. zbrojne grupy, wyposażone m.in. w działka przeciwlotnicze zainstalowane na półciężarówkach, oblegały gmach libijskiego ministerstwa spraw zagranicznych i zaatakowały siedzibę ministerstwa spraw wewnętrznych; http://www.rp.pl/artykul/69992,1004467-Czlonkowie-zbrojnych-milicji-otoczyli-siedzibe-MSZ.html (dostęp 30 VI 2013).
[17] http://www.youtube.com/watch?v=YZ5Iuo82DzQ (dostęp 30 VI 2013).
[18] http://msz.gov.pl/pl/aktualnosci/dla_mediow/oswiadczenia/osama_bin_laden(dostęp 30 VI 2013).
[19] Joseph Stiglitz, Globalizacja, przeł. Hanna Simbierowicz, Warszawa 2004, passim; Edward Luttwak, Turbokapitalizm. Zwycięzcy i przegrani światowej gospodarki, przeł. Ewa Kania, Wrocław 2000, passim.
[20] Gracjan Cimek, Rola kultury w kształtowaniu przewagi geopolitycznej Stanów Zjednoczonych, „Racja Stanu”, 2010, nr 2 (8), s. 169-177.
[21] Np. Zbigniew Brzeziński, Wielka szachownica, przeł. Tomasz Wyżyński, Warszawa 1999, s. 25-27.
[22] Zbigniew Lach, Geopolityczne aspekty kształtowania przestrzeni bezpieczeństwa państwa, „Przegląd Geopolityczny”, 2012, nr 5, s. 22.
[23] Jarosław Tomasiewicz, Orientacje polskie. Orientacje geopolityczne w dziejach Polski, „Ideopolityka”, 2012, nr 1 (1), s. 85.
[24] Względnie kompletne, choć pozbawione głębszej analizy charakterystyki wymienionych koncepcji politycznych znajdują się w: Marek Malinowski, Ideologie afrykańskie 1945-1985, Wrocław 1986.
[25] Tamże, s. 85-86.
[26] Autorem tego określenia jest publicysta i komentator prasowy Robert Kagan (ur. 1958), jeden z najgłośniejszych dziś wyrazicieli amerykańskiego „neokonserwatyzmu”. Robert Potocki, Marcin Wajda, Atlantyzm w geopolityce Roberta Kagana, „Geopolityka”, 2008, nr 1 (1), s. 25.
