Powszechnie zwykło się mówić o istnieniu w XX wieku „dwóch totalitaryzmów”: komunistycznego oraz narodowo-socjalistycznego. Jak większość obiegowych opinii, to rozróżnienie jest błędne, ponieważ ustrój polityczny i ekonomiczny państw komunistycznych (Związku Sowieckiego, „demoludów”, Chińskiej Republiki Ludowej czy, do dziś, Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej) zasłużył całkowicie na miano narodowo-socjalistycznego (łącząc plebejski, niechrześcijański nacjonalizm w warstwie ideologicznej z socjalizmem w warstwie społeczno-ekonomicznej), zaś III Rzesza wykazywała łudzące podobieństwo do państw komunistycznych na płaszczyźnie zarówno ustroju politycznego, jak i jego podstawy ideologicznej (biologizm i rasizm to odmiany materializmu) czy polityki gospodarczej. Każde z tych państw różniło się nieco od pozostałych, posiadało swą lokalną specyfikę ustrojową, niemniej zasadne wydaje się raczej mówienie po prostu o (jednym) totalitaryzmie jako modelu ustrojowym, niż, nie wiadomo dlaczego, o „dwóch totalitaryzmach”.
O ile jednak w medialnych przekazach kolaboracja rozmaitych osób z totalitaryzmem hitlerowskim, praca w kontrolowanym przezeń aparacie państwa, przynależność do jego organizacji partyjnej uchodzi za zło w czystej postaci, stanowi przedmiot oburzenia, odrazy oraz gniewnych żądań rozliczenia, kar i ekspiacji, o tyle analogiczne związki różnych innych osób czy środowisk z totalitaryzmem komunistycznym chroni się przed taką stygmatyzacją, oburzając się z kolei, że „nie można tak radykalnie upraszczać”, że „rzeczywistość była bardziej złożona i wielopłaszczyznowa” (widocznie tylko w III Rzeszy była prosta i jednopłaszczyznowa), że należy ją przedstawiać w sposób uwzględniający niuanse, rozróżniając poszczególne przypadki.
Repertuar sposobów usprawiedliwiania współpracy z systemem komunistycznym pozostaje dość ograniczony. Wymieńmy najważniejsze z nich. Po pierwsze, przecież nie wszyscy, którzy należeli do partii komunistycznej, byli ideowymi komunistami. Doktryna nie wytrzymywała presji rzeczywistości, więc w partii dominowali pragmatycy, przedkładający politykę nad ideologię. Nie wszyscy też wstępowali do partii z sympatii dla jej programu – wielu praktycznych spraw zwyczajnie nie dało się załatwić bez partyjnej legitymacji. Po drugie, z tego ostatniego powodu do partii przystępowało wielu profesjonalistów-fachowców, którzy musieli do niej należeć z uwagi na zajmowane przez siebie stanowiska lub po to, by móc zasiadać w ciałach decyzyjnych w swojej dziedzinie (gospodarki, nauki, administracji państwowej). Cóż mogli poradzić – taki był wtedy wymóg, takie czasy. I tylko dlatego odpowiedzialni specjaliści należeli do partii, bo do komunistycznej ideologii nie przywiązywali żadnej wagi. Po trzecie, „do partii należeli również porządni ludzie”, nie tylko zbrodniarze, politrucy albo cyniczni złodzieje. Nierzadko wstępowali do niej nawet szczerzy patrioci, świadomi, że to niestety jedyna droga, by uzyskać wpływ na losy kraju i zrobić coś dla jego dobra. Po czwarte, z komuną współpracowali wybitni geopolitycy – w PRL prof. Zygmunt Wojciechowski (1900-1955) czy prof. Konstanty Grzybowski (1901-1970), w stalinowskim Związku Sowieckim – Dombrowskij czy Zoff. Dzięki przystaniu do obozu władzy mogli oni wpływać na politykę zagraniczną komunistycznego państwa, przyczyniając się do jej racjonalizacji i kierując ją na tory realizacji polskiej racji stanu. Ludzi tych, konkluduje się, nie wolno potępiać, trzeba natomiast starać się zrozumieć ich sytuację i docenić to, co w trudnym położeniu udało im się uczynić dla Kraju.
Dlaczego jednak powyższe uwagi nie miałyby stosować się również do kolaborantów i oficjeli państwa hitlerowskiego? Czy w stosunku do nich były mniej prawdziwe? W niniejszej próbie odpowiedzi na to pytanie zaprezentujemy tylko jeden przykład – sylwetkę Waltera Schellenberga (1910-1952), wysokiej rangi esesmana i funkcjonariusza aparatu bezpieczeństwa III Rzeszy, zastępcy szefa wydziału kontrwywiadowczego Gestapo (1939-1941), szefa Zagranicznej Służby Informacyjnej SD (1941-1944), stanowiącej wywiad SS, a u schyłku II wojny światowej szefa ujednoliconej niemieckiej służby wywiadowczej (1944-1945).
Walter Schellenberg zapisał się do ruchu hitlerowskiego latem 1933 r., a więc dopiero po objęciu rządów przez Hitlera. Na osoby takie jak on w NSDAP mówiono złośliwie „marcowy fiołek” (Märzveilchen), ponieważ przystąpiły do partii już po przejęciu przez nią pełni władzy (w marcu 1933 r.) w nadziei na osiągnięcie dzięki temu wymiernych korzyści. Schellenberg uczynił to zatem z pobudek interesownych, a nie ideowych. Wahał się, czy bardziej opłacalne będzie wstąpienie do SA czy do SS. Ostatecznie wybrał SS, z nader prozaicznych powodów: czarny esesmański mundur był nieporównywalnie bardziej stylowy od burych koszul SA-manów, robił większe wrażenie na rówieśnikach, no i bardziej przykuwał uwagę kobiet. SS uchodziły w potocznej opinii za elitę ruchu, formację prestiżową, natomiast słynące z alkoholowych ekscesów i bezładnych burd SA za środowisko odpowiednie dla rzesz jego plebejskich, prostodusznych i niezbyt rozgarniętych zwolenników. W szeregach SS Schellenberg zachowywał się początkowo jak typowy koniunkturalista. Ponieważ od działaczy oczekiwano negatywnego stosunku do katolicyzmu, wychowany w katolickiej rodzinie Schellenberg wygłaszał na organizacyjnych zebraniach antyklerykalne referaty wymierzone w Kościół katolicki. Jak wspominał w swoich pamiętnikach, faktycznie ułatwiły mu one karierę. (Ostatecznie doszedł, mimo młodego wieku, do stopnia SS-Brigadeführera – partyjnego odpowiednika generała brygady; podczas wojny dodatkowo uzyskał ściśle wojskowe uprawnienia dowódcy dywizji.).
Kariera zaś rozwijała się szybko, ponieważ młody prawnik wykazywał duże zdolności osobiste i gotowość do ciężkiej pracy. W ciągu kilku lat stał się ekspertem od spraw bezpieczeństwa wewnętrznego państwa i pracy operacyjnej jego służb informacyjnych. W ciągu kilku kolejnych zbudował jeden z najlepszych, najbardziej profesjonalnych wywiadów świata. Zdemaskowanie podczas II wojny światowej Richarda Sorge, wysokiej klasy podwójnego agenta szpiegującego dla ZSRS w Japonii, przez japońską wojskową służbę bezpieczeństwa (Kempeitai) należy do najgłośniejszych afer wywiadowczych w historii. Na Sorgego naprowadził Japończyków jeden z podwładnych Schellenberga, wysłany przezeń do Kraju Kwitnącej Wiśni w celu rozpracowania tego doskonale zakonspirowanego kreta.*
Walter Schellenberg nie zaliczał się przy tym do rasistów czy ideowych nazistów. Przeciwnie, dystansował się od rasistowskiej ideologii. Krytykował ją w służbowych rozmowach ze swoim bezpośrednim przełożonym, szefem Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy (RSHA) Reinhardem Heydrichem, przekonując, iż prowadzi ona władze III Rzeszy do sprzecznych z niemiecką racją stanu, absurdalnych posunięć politycznych i wojskowych. Między innymi z tego powodu ów wysoki oficer SS nie był bynajmniej osobą lubianą w kierowniczych kręgach NSDAP. Obaj szefowie RSHA, tj. zarówno Heydrich, jak i jego następca Ernst Kaltenbrunner, nie kryli przed Schellenbergiem, że poddają go uważnej obserwacji, zbierają na niego haki i niejednokrotnie otwarcie mu grozili, że zniszczą go politycznie. Kaltenbrunner i dowódca Gestapo, osławiony Heinrich Müller, otwarcie okazywali mu pogardę jako „konserwatyście” i „intelektualiście”, który stroni od przemocy fizycznej. (Brytyjski pułkownik, który po wojnie przesłuchiwał aresztowanego Schellenberga, określił go jako „zarozumiałego elegancika” – najwyraźniej siepacz demokracji nie różnił się od tych hitlerowskich oprawców aż tak znowu znacznie.). Schellenberg okazał się jednak zbyt dobrym fachowcem, a praca zorganizowanego i dowodzonego przezeń aparatu wywiadowczego przynosiła zbyt cenne wyniki, by dało się go tak po prostu usunąć – z czego zdawali sobie sprawę nie tylko nieprzychylni mu przełożeni, ale również najwyższy dowódca SS Heinrich Himmler, który doceniał efektywność Schellenberga, choć także nie darzył go nadmierną sympatią.
Do fundamentalnych błędów nazistowskiego kierownictwa państwa dowódca Zagranicznej Służby Informacyjnej SD zaliczał przede wszystkim opresyjną i brutalnie eksploatacyjną politykę wobec ludów Związku Sowieckiego po niemieckiej inwazji na to państwo. Wychodząc z założenia, iż pozyskanie miejscowej ludności stanowi warunek sine qua non utrzymania i racjonalnego wykorzystania bezkresnych rosyjskich obszarów przez Niemcy, już w drugiej połowie 1941 r. postulował wycofanie komisarzy politycznych, kierujących niemiecką administracją na okupowanych terytoriach ZSRS, rozwiązanie zbrodniczych, siejących strach Einsatzgruppen oraz całkowitą zmianę sowieckich sposobów zarządzania na tych ziemiach przemysłem i rolnictwem, przejętych przez III Rzeszę w nienaruszonej postaci (m.in. zachowano kołchozy). Jako najważniejszy podnosił postulat natychmiastowego zainicjowania na wyzwolonych obszarach budowy „autonomicznych państw” narodów ujarzmionych przez Związek Sowiecki. W jego koncepcjach tego rodzaju autonomię państwową pod egidą Niemiec uzyskać mieli Tatarzy Krymscy, Azerowie, Gruzini, Białorusini czy Ukraińcy (w tym ostatnim przypadku Schellenberg uwzględniał możliwość wykorzystania polityków pokroju Andrija Melnyka czy Stepana Bandery). Budowa takich ograniczonych państwowości w jego ocenie odegrałaby kluczową rolę w zjednaniu ludów zamieszkujących ZSRS dla Niemiec, nie stworzyłaby zaś poważniejszego zagrożenia dla ich panowania, gdyż w razie nadmiernego rozbudzenia ich aspiracji do politycznej samodzielności Niemcy mogłyby rozgrywać owe państwa przeciwko sobie. Można tedy śmiało stwierdzić, iż ów niemiecki funkcjonariusz publiczny opowiadał się za podniesieniem przez Niemcy koncepcji geopolitycznej znanej jako prometeizm, rozwijanej w okresie międzywojennym w Polsce, głównie (choć nie tylko) przez obóz piłsudczykowski. Gdy Schellenberg w specjalnym raporcie przedstawił swe projekty najwyższym władzom państwa, Hitler i Himmler oskarżyli go o defetyzm, a ten ostatni zbeształ go publicznie na zwołanej przez siebie odprawie.
Inny projekt, z jakim wystąpił Schellenberg w pierwszej połowie lat czterdziestych, przewidywał stworzenie pod przewodnictwem Niemiec paneuropejskiej federacji służb wywiadowczych. Dla zapewnienia jej odpowiednich kadr proponował reaktywację renomowanej Akademii Konsularnej w Wiedniu, która kształciłaby osoby kierowane do działań w Europie Południowej i Wschodniej oraz utworzenie podobnej placówki w Dusseldorfie, która kształciłaby funkcjonariuszy przydzielonych do zadań w Europie Północnej i Zachodniej (ta ostatnia miała być z czasem przeniesiona do Paryża lub Brukseli). W toku prowadzonych przez Schellenberga konsultacji wstępne zainteresowanie udziałem w federacji wyraziły kierownictwa wywiadów: węgierskiego, rumuńskiego, chorwackiego, serbskiego, bułgarskiego, tureckiego i włoskiego. Szef Zagranicznej Służby Informacyjnej SD planował w dalszych etapach rozwoju federacji wciągnąć do niej wywiady: francuski, hiszpański i portugalski, a także powstałe na Półwyspie Bałkańskim państwo muzułmańskie i ludy tureckie z wyzwolonych obszarów Związku Sowieckiego. Heydrich wszelako zbagatelizował projekt i odłożył go ad acta, w wyniku czego do żadnych konkretniejszych posunięć w tym kierunku nie doszło. Fragment wspomnień Schellenberga odnoszący się do jego niewykorzystanego pomysłu z pewnością wprawi w osłupienie dzisiejszych tzw. euroentuzjastów: „Projekt był niesłychanie kuszący. Zważywszy wpływy, jakimi dysponował wywiad, można by, mówiąc bez jakiejkolwiek przesady, przyczynić się do kształtowania swoistej idei europejskiej. Nie chodzi o to, że byłaby to platforma dla utworzenia jakiejś Europejskiej Unii, ale skłoniłoby to ludzi do myślenia w tym kierunku. Podczas gdy inni mówili o zjednoczonej Europie, której połowa w niewiadomych celach przelewała krew drugiej połowy, można by stworzyć coś pozytywnego: unię wywiadów, podobną do unii celnej, działającą na terenie całego kontynentu europejskiego.”** Nazista prekursorem integracji europejskiej?
Swoisty wstęp do realizacji obu koncepcji stanowiła nawiązana przez Schellenberga niemiecko-turecka współpraca wywiadowcza w latach 1942-1943. W ramach operacji „Zeppelin” Niemcy z terytorium Turcji – państwa oficjalnie neutralnego – wysyłali do południowej Rosji i na Ural specjalne grupy penetracyjne złożone z Turków, Gruzinów, Azerów i Górali kaukaskich. Pomimo doskonałych rezultatów i obustronnych korzyści Turcja dość szybko przerwała tę współpracę pod dyplomatycznym naciskiem Związku Sowieckiego.
Dowódca Zagranicznej Służby Informacyjnej SD podczas wojny niejednokrotnie podejmował próby skierowania polityki III Rzeszy na tor inny niż ten, który pogarszał sytuację Niemiec i pod dyktando partyjnej ideologii prowadził je ku katastrofie. W 1943 r., świadom wpływu, jaki polityka religijna państwa wywiera na nastroje ludności żyjącej pod niemiecką władzą oraz na postrzeganie Niemiec na arenie międzynarodowej, starał się – choć sam nie był religijny – temperować antyklerykalną kampanię propagandową, napędzaną przez Josefa Goebbelsa i Martina Bormanna. Gdy w tym samym roku Hitler za namową Goebbelsa rozważał porwanie Papieża Piusa XII i wywiezienie go do Niemiec, Schellenberg przekonywał Himmlera, by mu to wyperswadował i tym samym zapobiegł utracie przez Niemcy ostatnich resztek wiarygodności na arenie międzynarodowej. Himmler faktycznie przekazał jego opinię Hitlerowi, który ostatecznie zrezygnował z owego pomysłu.
Najważniejszą inicjatywę tego rodzaju Schellenberg podjął w lecie 1942 r. Zestawiając ze sobą analizy ekonomiczne, raporty wojskowe i wywiadowcze, dane napływające z państwowych urzędów i ośrodków eksperckich, doszedł do wniosku – już wtedy – że Niemcy na pewno nie zdołają wygrać prowadzonej na dwa fronty wojny. Opracował wówczas projekt powojennego ładu europejskiego jako podstawę do negocjacji pomiędzy III Rzeszą a ZSRS i USA. Przewidywał on integrację ekonomiczną Francji z Niemcami, pozostawienie Austrii oraz Kraju Sudeckiego w składzie państwa niemieckiego, wreszcie przywrócenie Czechom, Słowacji, Chorwacji, Serbii, Rumunii, Bułgarii i Grecji statusu niepodległych państw przy ich jednoczesnej integracji ekonomicznej z gospodarką niemiecką. Holandia, Belgia oraz przynależność państwowa Alzacji miały posłużyć za przedmioty przetargu, z jakich w razie potrzeby Niemcy mogłyby zrezygnować. Realizacja takiego projektu wymagała jednak zaangażowania ministerstwa spraw zagranicznych, a stojący na jego czele Joachim Ribbentrop apriorycznie odrzucał możliwość jakichkolwiek pertraktacji z aliantami. Schellenberg przedstawił więc swój plan Himmlerowi, namawiając go do zawiązania intrygi obliczonej na usunięcie Ribbentropa z fotela ministerialnego. Himmler nie odważył się jednak nastawać na Ribbentropa w obawie przed przemożnym wpływem, jaki ten wywierał na Hitlera, po czym stracił zainteresowanie dla koncepcji Schellenberga. Poniósłszy klęskę w swych zasadniczych planach, Schellenberg podejmował następnie wiele innych działań, ukierunkowanych na utrzymanie topniejących z czasem coraz bardziej możliwości pokojowego zakończenia wojny. W 1944 r. włożył wiele trudu w przekonanie władz III Rzeszy do odstąpienia od prewencyjnej okupacji Szwajcarii, co ostatecznie mu się powiodło. Na przełomie 1944 i 1945 r. zaaranżował potajemne spotkanie Himmlera z przedstawicielem Międzynarodowego Czerwonego Krzyża Jeanem-Marie Musy, podczas którego ustalono, iż SS będzie co dwa tygodnie wysyłać do Szwajcarii transport tysiąca dwustu żydowskich więźniów obozów koncentracyjnych, w zamian za co Czerwony Krzyż postara się o złagodzenie antyniemieckiej propagandy przez aliantów. Niestety, po przekazaniu zaledwie jednego transportu (w lutym 1945 r.) o sprawie doniesiono Hitlerowi, ten zaś kazał za podobne próby karać odtąd śmiercią. Mimo to Schellenberg już w lutym 1945 r. doprowadził do kolejnego spotkania – pomiędzy Himmlerem a hrabią Folke Bernadotte, wysokiej rangi pracownikiem Szwedzkiego Czerwonego Krzyża. Tym razem uzgodniono, że Szwecja podejmie się mediacji pomiędzy III Rzeszą a aliantami, w zamian za co duńscy, norwescy, polscy i żydowscy więźniowie z terenu Rzeszy zostaną przeniesieni do obozów w północnej części Niemiec, tak, by ułatwić ich uwolnienie przez przesuwający się front wojsk alianckich (postanowienia zostały przez stronę niemiecką wykonane). W kwietniu szef niemieckiego wywiadu zorganizował jeszcze jedno potajemne spotkanie – Himmlera z przybyłym w tym celu do Niemiec przedstawicielem Światowego Kongresu Żydów, Norbertem Masurem. Himmler udzielił Masurowi gwarancji, iż pozostali jeszcze na terenie Niemiec Żydzi nie będą już zabijani ani ewakuowani z obozów w strefie przyfrontowej oraz przekazał mu listę obozów, gdzie znajdowali się więźniowie żydowscy, zgodził się także uwolnić z obozów wszystkie Żydówki, wykorzystując niedawne pozwolenie Hitlera na zwolnienie z nich wszystkich Polek (w razie potrzeby Żydówki miały zostać podane za Polki), w zamian za co Kongres miał starać się wpłynąć na władze USA, aby zgodziły się na rozpoczęcie rokowań pokojowych z Niemcami. Inicjatywy te, podejmowane bez wiedzy Hitlera, nie wystarczały oczywiście, by zmienić położenie Niemiec, ponieważ alianci nie dopuszczali żadnych rokowań tak długo, jak długo na czele państwa niemieckiego stał Hitler. Schellenberg zdawał sobie z tego sprawę, dlatego również w kwietniu 1945 r. namawiał Himmlera – bezskutecznie – do przeprowadzenia przy pomocy SS przewrotu, który zakończyłby się dymisją lub zgładzeniem nieudolnego szefa państwa i rządu. Przeciwstawiał się też, bez większych rezultatów, tworzeniu Wehrwolfu – organizacji przeznaczonej do kontynuacji walki po zajęciu Niemiec przez wojska przeciwnika, widząc w tym nowy bezsensowny rozlew niemieckiej krwi i pretekst do nasilenia represji przez okupanta.
Europejskie zakończenie wojny zastało Waltera Schellenberga w Szwecji, ponieważ w ostatnich jej dniach krążył pomiędzy Niemcami, Danią a Szwecją, próbując negocjować korzystne warunki kapitulacji dla armii niemieckiej rozlokowanej w Norwegii. Gdy w Niemczech trwało już wszechobecne polowanie na funkcjonariuszy obalonego ustroju, on jeszcze dość długo pozostawał na wolności – dopiero w lipcu poddał się amerykańskiemu attaché wojskowemu w Sztokholmie. Został przewieziony do Niemiec i umieszczony w areszcie, lecz dopiero w styczniu 1948 r. postawiono go przed amerykańskim trybunałem wojskowym jako jednego z dwudziestu wyższych urzędników państwowych oskarżonych w tzw. sprawie Wilhelmstrasse. Wyrok zapadł w kwietniu 1949 r. Schellenberga oczyszczono ze wszystkich zarzutów poza dwoma. Pierwszy dotyczył przynależności do SS i SD, które alianci swą decyzją polityczną uznali za związki kryminalne, tj. grupy, w których samo członkostwo jest już przestępstwem. Drugi dotyczył kierowania przezeń Zagraniczną Służbą Informacyjną SD, uznaną jako podmiot zbiorowy za współwinowajcę zastrzelenia bez sądu grupy sowieckich jeńców, zwerbowanych wcześniej do operacji „Zeppelin”. Trudno nie odnieść wrażenia, że amerykański trybunał usiłował koniecznie wynaleźć jakiś powód, by wtrącić Schellenberga do więzienia. Uznawszy jednak jego wyżej wymienione inicjatywy za okoliczności łagodzące, skazał byłego SS-Brigadeführera na sześć lat więzienia, z policzeniem aresztu (od lipca 1945 r.) do odbycia kary. Schellenberg opuścił więzienie w czerwcu 1951 r. Zmarł w marcu 1952 r. w szpitalu w Turynie. W chwili śmierci miał zaledwie czterdzieści dwa lata. Biorąc pod uwagę, iż wiedza byłego szefa niemieckiego wywiadu była ogromna, można się zastanawiać, czy alianccy „wyzwoliciele” celowo nie zrujnowali mu zdrowia w areszcie i więzieniu, lub, już po powrocie Schellenberga na wolność, nie zadbali o przyspieszenie jego śmierci w inny sposób.
Walter Schellenberg, choć należał do SS i SD, a nawet osiągnął w nich najwyższe stopnie, choć należał do państwowo-politycznej elity decyzyjnej hitlerowskich Niemiec, nie był ideowym nazistą, lecz pragmatykiem, bądź, w najgorszym wypadku, karierowiczem. Nie należał ani do ideologów, ani do partyjnych aktywistów; był, w dużej mierze apolitycznym, fachowcem – ekspertem od wywiadu i kontrwywiadu, zawodowym państwowcem. Służył państwu niemieckiemu, nie partii narodowo-socjalistycznej, kierował się jego racją stanu, nie nazistowską ideologią. Dystansował się od hitlerowskiego rasizmu, dostrzegając jego szkodliwy wpływ na politykę zagraniczną Niemiec. W kręgach kierowniczych NSDAP uchodził z tego powodu za politycznie podejrzanego i doświadczał wrogości ze strony wysoko postawionych osób w hitlerowskiej hierarchii władzy. Podczas II wojny światowej forsował koncepcje geopolityczne odstające od wytycznych realizowanych na rozkaz Hitlera, które miałyby szansę – zwłaszcza na froncie wschodnim – zmienić bieg wojny i ocalić miliony ludzkich istnień. Niektóre z tych koncepcji pozwalają uznać go za pioniera idei integracji europejskiej (w niektórych jej sektorach). Starał się też na różne inne sposoby temperować irracjonalizm hitlerowskiej polityki i niemal do ostatnich dni wojny podejmował wysiłki na rzecz jej pokojowego zakończenia przez Niemcy. W realiach III Rzeszy ryzykował tym samym nie tylko karierę, nie tylko wolność, ale i życie.
Opisaliśmy tu pobieżnie zaledwie jeden przypadek – Waltera Schellenberga – z wielu tysięcy osób na różne sposoby tkwiących w „skomplikowanej i wielopłaszczyznowej rzeczywistości” III Rzeszy. Czyżby był to jedyny taki przypadek? Nieprawdopodobne. Czy wobec tego do NSDAP, SS czy SA wstępowali wyłącznie fanatyczni zwolennicy narodowego socjalizmu? Czy nie funkcjonowali w nich także pragmatyczni politycy, nie przywiązujący do ideologii nadmiernej wagi (nie wspominając o bezideowych złodziejach, aferzystach, pieczeniarzach, karierowiczach oraz zwykłych ludziach, którzy „zapisali się”, żeby sobie to czy owo ułatwić)? Czy nie należeli do nich także dalecy od ideologii profesjonaliści czy eksperci? Skoro w PZPR czy KPZS „też byli porządni ludzie”, jak również autentyczni patrioci, którzy w warunkach ograniczonej swobody manewru próbowali coś zrobić dla swojego kraju, to czy nie było takich i w NSDAP? I wreszcie – czy stawianie podobnych pytań to już „faszyzm”, z obsesyjną zajadłością tropiony i tępiony dziś wszędzie jako Orwellowska myślozbrodnia?
Adam Danek, 3 lipca 2012
* Kret (ang. mole) – w żargonie wywiadowczym agent głęboko zakonspirowany w instytucjach obcego państwa.
** Przeł. Inga Sawicka.
