
Ostatnio porządkując swoje papiery, trafiłem na zabytek z innej epoki: kartkę z notatkami, które zacząłem robić na początku 2014 r. do planowanego artykułu. Nigdy nie dokończyłem ich spisywania. Nagły zwrot w przebiegu wydarzeń całkowicie zdezaktualizował zamierzony tekst jeszcze przed jego powstaniem. Smutno się zadumałem nad tymi paroma linijkami brudnopisu.
Oto, co odnalazłem w notatkach:
„Nie powiodła się kolejna próba wewnętrznego zdestabilizowania przez Zachód niezależnego państwa w Europie Wschodniej, obalenia jego przywództwa politycznego i przejęcia nad nim zdalnej kontroli przez ustanowienie posłusznego Zachodowi rządu. Poprzednia taka próba, przeprowadzona za pomocą agentów i pożytecznych idiotów kreowanych propagandowo na »demokratyczną opozycję«, miała miejsce na Białorusi w grudniu 2010 r.”
*
„Obecnie odbywa się rekonfiguracja Europy Wschodniej. Janukowycz stara się wytargować dla Ukrainy jak najbardziej samodzielną pozycję w nowym układzie sił.”
*
„Polityczny kolor Janukowycza nie jest specjalnie istotny – ani nawet brak takiego koloru. Pragmatyk Janukowycz stanowi na przykład silniejszą zaporę dla zalewu zachodniego demoliberalizmu, niż stanowiliby ją prozachodni nacjonaliści. Janukowycz, niezależnie od swoich poglądów, spełnia w kraju i w regionie funkcję konserwatywną.”
W notatkach była nawet propozycja tytułu tekstu. Niedoszły artykuł miał się nazywać „L’ordre regne à Kiev”. Dziś ostatnie, co można powiedzieć o Ukrainie, to że panuje tam porządek. Próba wspomniana w pierwszym fragmencie ostatecznie w pełni się powiodła. Pod nowym kierownictwem Kijów urwał się z zachowawczej kotwicy i rozpalił w ognisko niestabilności. Ukraińska samodzielność jest wspomnieniem w państwie podtrzymywanym przez zachodnią kroplówkę finansową, zarządzanym przez cudzoziemskich kondotierów pokroju Saakaszwilego czy Balcerowicza i poddawanym inspekcjom przez tajemnicze byty w rodzaju Amerykańskiego Komitetu Żydowskiego. Świat wokół Polski zrobił się niebezpieczny. I bynajmniej nie doprowadziły do tego działania istot mitycznych – wyłaniających się z oparów smoleńskiej mgły „zielonych ludzików” i „ruskich agentów”, ani władcy ciemności o imieniu Putin, który podobno jest wszędzie i stoi dosłownie za wszystkim: za sukcesami prawicy we Francji i w Austrii, za wynikiem referendum w Holandii, za każdym sprzeciwem Europejczyków wobec wpuszczania masowej imigracji, za perspektywą Brexitu. Tymczasem NATO właśnie zmienia sobie Polskę w kraj frontowy przy akompaniamencie dopingu tutejszych mediów oraz wiernopoddańczych deklaracji tutejszych polityków.
A mogłoby do tego nie dojść, gdyby – jak powiedział kiedyś Władimir Żyrinowski – prezydent Janukowycz został skłoniony do większej stanowczości.
Adam Danek, 16 czerwca 2016
