Skip to content
Kaminski.re
Menu
  • Kaminski.re – publicystyka polityczna
Menu

Adam Danek: Czekając na nowy wiek

Posted on April 17, 2026 by Karol Kamiński

Pokój może być dla narodów równie zabójczy, jak wojna.

Polska doświadcza obecnie najdłuższego okresu pokoju w swojej porozbiorowej historii: od powojennej likwidacji UPA w południowo-wschodnich województwach i zdławieniu antykomunistycznego podziemia zbrojnego w innych częściach kraju do dziś. Ponad sześćdziesiąt pięć lat pokoju. I ten pokój ją zabija.

Pierwsze dekady okresu pokoju wypełniła z jednej strony dynamiczna odbudowa, z drugiej strony normalizacja życia po niszczącym dziesięcioleciu konfliktów zbrojnych 1939-1949. Po wyczerpaniu się rozpędu odbudowy nastąpiły dekady stagnacji. W kolejnych stagnacja przeszła w erozję.

Ćwierć wieku temu Polska porzuciła względną autarkię gospodarczą i rozpoczęła drogę ku desuwerenizacji politycznej. Oddała banki cudzoziemcom, zlikwidowała przemysł, wyprzedała majątek narodowy, rozformowała armię, a dowództwo nad jej resztkami i kompetencje prawotwórcze przekazała ośrodkom zewnętrznym.

Dziś Polska jest państwem tak żałośnie słabym, że jej rządy na byle prychnięcie zagranicznych gazet lub skrzywienie ust zachodnich prominentów posłusznie zmieniają swoją politykę. Polskie społeczeństwo należy do najszybciej starzejących się w Europie, a dodatkowo wykrwawia je masowa emigracja. Te niekorzystne przeobrażenia co najmniej biernie popiera wielu Polaków, którzy widzą w nich „postęp”, porzucają tożsamość narodową na rzecz kosmopolitycznej, komercyjnej mody albo uciekają z kraju jak szczury z tonącego okrętu.

Wymienione trendy rozwojowe, które Polsce przynoszą w istocie zwijanie, są uwarunkowane systemowo i strukturalnie. Innymi słowy, ich zmiana w normalnych warunkach przedstawia niezmiernie trudne zadanie. Jeżeli istnieje w ogóle czynnik władny je odwrócić, musiałby on dysponować ogromną siłą. Musiałby dosłownie zatrząść podstawami naszego świata. Musiałby spowodować wstrząs zdolny poprzewracać ponadnarodowe struktury z centralami na Zachodzie lub uczynić je bezsilnymi i wywrócić dotychczasowy porządek wewnętrzny w kraju, a ponadto wstrząs w świadomości zbiorowej narodu, zdolny przenicować obecne hierarchie wartości i obudzić niemodne dzisiaj uczucia i postawy – wszystko to jednocześnie. Taki wstrząs, jeżeli nastąpi, naprawdę i bez przenośni „odnowi oblicze ziemi – tej ziemi”. Ale naiwnym byłoby się spodziewać, że odnowa okaże się przyjemna, czy choćby łatwa do zniesienia. Takie wstrząsu nie wywoła żadna rozgrywka dyplomatyczna, żaden krach na giełdzie. Taki wstrząs niesie ze sobą jedynie wojna.

Wojna poddaje zastany ład międzynarodowy naprężeniom, które często wysadzają go w powietrze. Rozrywa sojusze wojskowe i polityczne. Obala dotychczasowe granice państw i stref wpływów. Zamienia umowy międzynarodowe w świstki papieru pokryte kiedyś patetycznym drukiem. A gdy opadnie bitewna kurzawa, na zgliszczach i pobojowiskach, powstałych w miejscu dawnych miast i pól uprawnych, wyrasta nowy świat.

Brzmi to bardzo pięknie, jednak pokazuje tylko połowę prawdy. Wojna wprawdzie uwalnia narody z więzień, ale inne do nich wtrąca. A przy tym raz wywołana, nikomu nie daje się do końca kontrolować. Państwo, które wszczyna wojnę lub do niej wchodzi, nigdy nie wie, jak się ona dla niego zakończy. Wojna nieraz wymazuje słabsze państwa z mapy świata. Ale nawet państwa potężne, przystępując do wojny, nie mogą mieć pewności, że ją przetrwają. Kto w 1914 r. przypuszczał, iż po upływie zaledwie trzech lat carska Rosja zapadnie się w otchłań, z której wychynie kilkanaście różnych państw i rządów? Kto w 1939 r. spodziewał się, że kilka lat później Niemcy, pierwsza potęga w ówczesnej Europie, zostaną podzielone na cztery strefy okupacyjne, a potem na dwa odrębne i wrogie państwa? A Polska należy do państw słabych. W analogicznym położeniu znajduje się dziś większość krajów naszego regionu.

Przeciwnik dzisiejszego światowego systemu politycznego widzi, jak poniża on i wyzyskuje całe narody, przyprawiając je o powolny rozkład. Nadzieję na jego rozbicie może pokładać w wojnie, ale musi mieć świadomość ceny, jaką za jej wybuch zapłaci być może jego własny naród. Wojna zdolna przewrócić dotychczasowy układ sił i wpływów musiałaby mieć charakter konfliktu kontynentalnego, a nie lokalnego, to znaczy ogarnąć Europę, a mogłaby przekroczyć granice kontynentu i przerodzić się w jeden z konfliktów planetarnych (zwanych tradycyjnie „wojnami światowymi”). Los ludności cywilnej pozostałej w domach nie byłby wcale lżejszy od losu tysięcy żołnierzy rozrywanych, miażdżonych, spalanych żywcem i gazowanych przez sprzęt wojskowy wroga na polach bitew. Scenariusz nie zmienia się w zasadzie od stuleci. Najpierw podstawowe artykuły spożywcze gwałtownie podrożeją, z czasem w sprzedaży będzie ich coraz mniej i ich zdobycie stanie się coraz trudniejsze. W miarę przeciągania się konfliktu normalna żywność ustąpi miejsca wstrętnym surogatom produkowanym z resztek, z odpadków, z chemikaliów, ze śmieci, z byle czego. Nic się nie zmarnuje, na wszystko znajdą się chętni, ponieważ do domów pocznie zaglądać straszne, wydawałoby się, że dawno zapomniane widmo, upamiętnione tylko w starych przekazach historycznych: głód. W ślad za niedożywieniem i głodem nadciągną epidemie, również te uznawane dziś za zwalczone, czego przykładu dostarcza obecna sytuacja na Ukrainie. Dostęp do usług medycznych spadnie, bo służba zdrowia zostanie zmobilizowana na potrzeby walczących wojsk. Pojawią się problemy z zaopatrzeniem w benzynę, prąd i gaz. Pewnego dnia w kranie może zabraknąć ciepłej wody, a potem woda w ogóle przestanie z niego płynąć. Pewnego dnia artyleria przeciwnika rozpocznie ostrzał miast i innych miejscowości, jeśli jego dowództwo wykalkuluje sobie z tego jakąś korzyść. A wtedy już nikt o żadnej porze dnia i nocy nie będzie wiedział, czy na końcu toru lotu dowolnego pocisku nie znajdzie się jego żona, mąż, dzieci, rodzice. Za liniami frontów wykiełkuje rozrośnięty świat przestępczy, pasożytujący bez śladu miłosierdzia na wszystkich ludzkich nieszczęściach, a zasilany stałym dopływem dezerterów ze wszystkich stron. A to jeszcze przy umiarkowanie optymistycznym założeniu, że nie dojdzie do użycia broni masowego rażenia. Tego zaś nie można z góry wykluczyć, skoro przebieg wojny nikomu nie daje się dokładnie przewidzieć ani kontrolować. Uważacie, że wojna ma w sobie wzniosłość, patos, swoiste piękno? Spróbujcie to powiedzieć mieszkańcom Syrii.

Trzeba sobie dobrze uzmysłowić powyższe prawdy, zanim wzorem Mickiewicza wzniesie się modły o „wojnę powszechną ludów”. Na razie lepiej skupić uwagę na zjawiskach, które podkopują pasożytniczy Nowy Światowy Porządek, nie sprowadzając ze sobą ostateczności, jaką jest uruchomienie nieokiełznanego i nieprzewidywalnego procesu wojny. W tym kontekście przeżywana obecnie przez Europę inwazja nielegalnych imigrantów, zwanych kłamliwie „uchodźcami”, może koniec końców zamknąć się pozytywnym bilansem. Ta skoordynowana akcja niewątpliwie została zorganizowana i sfinansowana dla szybszego wymieszania ludów w Starym Świecie. Miała otworzyć nowy etap budowy bezkształtnego, wykorzenionego społeczeństwa bez tożsamości (melting pot), sterowanego przez specjalistów od rozbudzania konsumpcjonizmu. Ale rok po rozpoczęciu operacji trudno mówić o jej sukcesie. Tajemnicą poliszynela jest fakt, że nikt nie chce „uchodźców”. Globaliści z Komisji Europejskiej, próbując wciskać ich przymusem poszczególnym państwom pod pretekstem zarządzonej na tę okazję „europejskiej solidarności”, natrafili na gremialny opór europejskich rządów. Od lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku utrzymywani na zachodnich uniwersytetach pseudonaukowcy spod znaku Nowej Lewicy nawoływali do zaprzestania walki z nielegalną imigracją. Dziś uszy rządzących odwracają się od ich gadaniny: deportować nielegalnych imigrantów zaczęły nawet państwa najbardziej dotąd zaczadzone ideologią multi-kulti, jak Niemcy czy kraje skandynawskie. Horda „uchodźców” powoli winduje politycznie ugrupowania przeciwne dalszemu umacnianiu Nowego Światowego Porządku. W miarę, jak poszczególne państwa powracają do kontroli ruchu granicznego, znów sprawdzają, kto wjeżdża na ich terytorium, a nawet otaczają się zasiekami z drutu kolczastego, tonie projekt kosmopolitycznej „Europy bez granic” (wewnętrznych i zewnętrznych).

Z drugiej jednak strony, pozorne (pozorowane?) ataki na istniejący porządek osłaniają działania, które służą jego ochronie i konsolidacji. Dla przykładu, zamachy terrorystyczne w Paryżu z 13 listopada ubiegłego roku bynajmniej nie wpłyną na niego destabilizująco. Obserwujemy coś wręcz przeciwnego. Po zamachach media błyskawicznie rozpętały łzawą histerię na ogromną skalę, po czym temat równie sprawnie został wyciszony, co wskazuje, że mamy do czynienia z planowo przeprowadzoną operacją propagandową. Powołując się na zamachy paryskie, elity polityczne państw Europy żądają wprowadzenia w swoich krajach odpowiedników amerykańskiego Patriot Act, które pozwolą im na skuteczniejszą kontrolę społeczeństwa. Dzięki usłużnym zamachowcom będą też mogły nadal kreować wrażenie, że w skali globalnej Europa to ofiara agresji, a nie agresor, jakim jest w istocie, zaś jej zbrojne napaści na inne kraje i narody stanowią obronę przed tymi, którzy zaatakowali pierwsi. Rzeczywiste konsekwencje ataków z Paryża będą prawdopodobnie trojakie. Po pierwsze, jako dzieło „muzułmańskich radykałów” posłużą do uzasadnienia intensywniejszej walki z szeroko zdefiniowanym „radykalizmem”, czyli z wszystkimi przeciwnikami istniejącego porządku – w tym również z „radykalizmem” wzywającym w poszczególnych państwach do zatrzymania inwazji nielegalnych imigrantów. Po drugie, wyjaskrawienie ich tła religijnego, a nie politycznego, pozwoli je wykorzystać jako legitymizację dla zaostrzenia walki z religią i jej obecnością w życiu zbiorowym, ciągle nie wytępioną nawet w najbardziej ateizowanych krajach Europy. Po trzecie, dzięki paryskim wystrzałom będzie można reaktywować skompromitowaną „wojnę z terroryzmem”, w tym wysyłanie wojsk, by „zwalczały terrorystów” akurat w tych krajach, które nie chcą ukorzyć się przed Zachodem i stawiają opór panowaniu Złotego Cielca.

Adam Danek, 29 stycznia 2016

Leave a Reply Cancel reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Recent Posts

  • Adam Danek: Nie wolno upraszczać
  • Adam Danek: Bractwo Kapłańskie Świętego Spokoju
  • Adam Danek: Monarcha oświecony
  • Adam Danek: Głębie milczenia
  • Adam Danek: Zagadnienie ustroju

Recent Comments

No comments to show.

Archives

  • April 2026

Categories

  • Adam Danek
  • Karol Kamiński
  • Poezja
© 2026 Kaminski.re | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme