
Od kilku tygodni ogniskiem konfliktu politycznego w Polsce jest Trybunał Konstytucyjny. Największe stronnictwa parlamentarne zarzucają sobie nawzajem zamach na tę instytucję. Ugrupowanie Pawła Kukiza – chyba tylko po to, żeby się od nich odróżnić – zaproponowało natomiast likwidację Trybunału. W odpowiedzi organizatorzy demoliberalnej krucjaty w obronie Trybunału Konstytucyjnego pospiesznie wyciągnęli z szafy nieco już pachnący naftaliną autorytet moralny i prawniczy w osobie byłego prezesa TK, profesora Andrzeja Zolla (dobrze zasłużonego dla sprawy „praw człowieka”, bo jako autor obecnego kodeksu karnego uwolnił biednych morderców od nieludzkiej groźby kary śmierci). „To jest doświadczenie faszyzmu i komunizmu, gdzie władza wykonawcza przejmowała omnipotencję bez żadnej kontroli niezależnego organu. To jest totalitaryzm. Kukiz dąży do totalitaryzmu.” – żołądkował się autorytet w wywiadzie usłużnie przeprowadzonym przez znaną z bezstronności redaktor Monikę Olejnik.
Robienie z Trybunału opoki ustroju demokratycznego zakrawa na chichot historii. Pomysły utworzenia Trybunału Konstytucyjnego pojawiły się w Polsce już w okresie międzywojennym, jednak ich autorzy widzieli w przyszłym Trybunale nie gwaranta, a ograniczenie demokracji. Trybunał Konstytucyjny miał sprawić, że większość parlamentarna nie będzie mogła uchwalić wszystkiego, co jej akurat przyjdzie do głowy. Miał też pilnować zgodności ustaw z konstytucją, w czym kryło się założenie, że demokratycznie wybrani parlamentarzyści są na ogół zbyt głupi, by zadbać o nią sami. Dlatego w międzywojniu za stworzeniem Trybunału Konstytucyjnego najmocniej opowiadali się sceptyczni wobec demokracji konserwatyści, tacy jak Władysław Leopold Jaworski (1865-1930), Stanisław Estreicher (1869-1939), Stanisław Kutrzeba (1876-1946), Edward Dubanowicz (1881-1943), Antoni Peretiatkowicz (1884-1956), Maciej Starzewski (1891-1944) czy Adam Piasecki (1898-1938)*.
Proponując likwidację Trybunału Konstytucyjnego, Paweł Kukiz zasugerował zarazem, że funkcję orzekania o zgodności aktów prawa z konstytucją powinien na wzór USA przejąć Sąd Najwyższy. Jak wiadomo, członkowie ugrupowania Kukiza stawiają sobie za cel przekształcenie Polski w „państwo obywatelskie” – uautentycznienie, pogłębienie czy zradykalizowanie w niej demokracji, której przy obecnych rozwiązaniach ustrojowych podobno nad Wisłą brakuje. Pewnie zdziwiliby się, gdyby się dowiedzieli, że właśnie amerykańska tradycja polityczna podkreślała rolę sądów jako antydemokratycznego czynnika równowagi i stabilizacji w państwie. Jej wyrazicielami w tej kwestii byli praktykujący prawnicy, zwłaszcza sędziowie, tacy jak James Kent (1763-1847), kanclerz sądu w Nowym Jorku i profesor prawa w Columbia College. Kent sformułował koncepcję „rządów prawa”powściągających „rządy ludzi”, a samo słowo „demokracja” uznawał tylko za inną nazwę dla „rządów motłochu”**. Podobne poglądy głosił współczesny mu Joseph Story (1779-1845), długoletni sędzia Sądu Najwyższego i profesor prawa na Uniwersytecie Harvarda.
Oprócz Trybunału Konstytucyjnego polscy konserwatyści chcieli wprowadzić w naszym państwie jeszcze jednego strażnika wzajemnej niesprzeczności aktów prawnych – Radę Stanu, na wzór francuski. O ile Trybunał Konstytucyjny powstał w Polsce późno (zaczął działać w 1985 r. pod przewodnictwem prawicowego prawnika przedwojennego chowu, profesora Alfonsa Klafkowskiego), ale jednak powstał, o tyle Rada Stanu do dziś nie została utworzona (we Francji odgrywa ważną rolę w życiu państwowym nieprzerwanie od czasów napoleońskich). W projekcie ustrojowym Stanisława Estreichera Rada Stanu miała być ciałem doradczym rządu i Sejmu. Na jej czele formalnie stałby prezes Rady Ministrów, faktycznie zaś kierowałby jej pracami reprezentujący go wicepremier. Rada Stanu, złożona z wykwalifikowanych jurystów, miała opiniować projekty ustaw i rozporządzeń pod kątem poprawności ich technicznej konstrukcji prawnej, a także opracowywać projekty aktów prawa na zlecenie rządu. Stanisław Kutrzeba chciał dodatkowo uczynić ją najwyższym organem sądownictwa administracyjnego i instancją rozstrzygającą spory kompetencyjne między pozostałymi organami państwa. Gdyby współcześnie w Polsce funkcjonowała Rada Stanu, zapewne z naszego parlamentu nie wychodziłyby takie buble prawne, jak ustawa o in vitro (dla niepoznaki nazwana „ustawą o leczeniu niepłodności”), niedoszła ustawa o „małżeństwach” dla homoseksualistów (dla niepoznaki nazwana „ustawą o uzgodnieniu płci”) czy ratyfikacja tzw. konwencji przemocowej – w pośpiechu przepychane butem przez Platformę Obywatelską ze względów ideologicznych.
Wracając do dzisiejszego sporu o Trybunał Konstytucyjny, wydaje się, że wszystkie jego strony błądzą w swej argumentacji. Mylą się ci, którzy mówią, że decydujący głos ma prezydent, bo on reprezentuje naród. Prezydent nie jest reprezentantem narodu, lecz państwa, co do dziś podkreśla francuska tradycja polityczna i co stwierdzały zapisy obu przedwojennych konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. Mylą się również „obrońcy demokracji” z własnego nadania, straszący zamachem „władzy wykonawczej” na niezawisłość sądownictwa. Nie należy widzieć w prezydencie organu „władzy wykonawczej”, w dodatku jednego z wielu. Prezydent jest głową państwa, w związku z czym kieruje i stoi ponad wszystkimi gałęziami jego aparatu – ustawodawczą, wykonawczą, sądowniczą i innymi. Nic nie wyraża tej prawdy precyzyjniej, niż formuły polskiej konstytucji z 1935 r., zwanej kwietniową. Na koniec przypomnijmy więc jej odnośne fragmenty. Art. 2: „Na czele Państwa stoi Prezydent Rzeczypospolitej. (…). W Jego osobie skupia się jednolita i niepodzielna władza państwowa.” Art. 3: „Organami Państwa, pozostającymi pod zwierzchnictwem Prezydenta Rzeczypospolitej, są: Rząd, Sejm, Senat, Siły Zbrojne, Sądy, Kontrola Państwowa.” Art. 11: „Prezydent Rzeczypospolitej, jako czynnik nadrzędny w Państwie, harmonizuje działania naczelnych organów państwowych.” Skoro dzisiaj znowu mówi się w parlamencie o potrzebie zmiany konstytucji, to jej zmiany powinny się zacząć od doprecyzowania norm konstytucyjnych w powyższym duchu.
Adam Danek, 16 grudnia 2015
* Ich wypowiedzi na ten temat zostały współcześnie zebrane w książce: Tomasz Wieciech, Maciej Zakrzewski (red.), O praworządność i zdrowy ustrój państwowy. Zagadnienie zabezpieczenia konstytucyjności ustaw w polskiej myśli politycznej i prawniczej okresu międzywojennego, Kraków 2006.
** Przeł. Wiktor Osiatyński.
