
Wiadomo już, że w ramach paliatywnego rozwiązywania kryzysu imigranckiego do Polski trafi grupa nielegalnych imigrantów z Erytrei. Warto więc zainteresować się bliżej wschodnioafrykańskim krajem, z którego przybyli, a który dla niemal wszystkich Polaków pozostaje zupełnie nieznany.
Państwo Erytrea, bo tak brzmi jego pełna oficjalna nazwa (w języku tigrinia: Hagere Ertra, po arabsku: Daulat Iritrja), pojawiło się na politycznej mapie świata po trzech dekadach krwawej wojny o niepodległość (1961-1991), prowadzonej przeciw Etiopii. Jak to się zazwyczaj dzieje podczas prób pacyfikacji powstania w zbuntowanej prowincji, strona rządowa nie patyczkowała się, stosując na dużą skalę miny przeciwpiechotne, bomby fosforowe i rozpryskowe czy bombardowania napalmem. W rezultacie oprócz zgliszcz, pobojowisk i ogromnej liczby swoich własnych grobów Etiopczycy zostawili w niepodległej Erytrei tysiące inwalidów wojennych pozbawionych jednej lub więcej kończyn, a także częściowo sparaliżowanych lub z niedowładem nóg po postrzale w okolice kręgosłupa.
Wśród różnych erytrejskich ruchów zbrojnych prowadzących walkę z Etiopią w połowie lat siedemdziesiątych na pierwszy plan wysunął się Ludowy Front Wyzwolenia Erytrei, którego wiceprzewodniczącym był Isajas Afeuerki. Polityk ten w latach sześćdziesiątych przeszedł szkolenie w zakresie wojny partyzanckiej w Chinach. W 1987 r. objął stanowisko sekretarza generalnego LFWE i tym samym najwyższe kierownictwo w ruchu. Z sukcesami dowodził operacjami zbrojnymi. O utracie Erytrei przez etiopską armię przesądziła wielka bitwa, jaką oddziały LFWE pod wodzą Afeuerkiego stoczyły z nią w marcu 1988 r. Straty Etiopczyków sięgnęły osiemnastu tysięcy zabitych i rannych. Powstańcy zajęli miejscowość Afabet, w której dotąd znajdowała się kwatera dowództwa sił etiopskich w Erytrei, oraz zdobyli sześćdziesiąt czołgów. W kwietniu Afeuerki zawarł sojusz z Ludowym Frontem Wyzwolenia Tigraj dowodzonym przez późniejszego etiopskiego dyktatora Melesa Zenauiego, który podobnie jak on prowadził wojnę z marksistowskim reżimem Mengystu Hajle Mariama. Wiosną 1991 r., kiedy zbrojne ugrupowania Zenauiego (pod nowym sztandarem Etiopskiego Ludowego Frontu Rewolucyjno-Demokratycznego) dobijały reżim Mengystu w Addis Abebie, powstańcze kolumny LFWE wkroczyły do stolicy Erytrei, Asmary. Ogłoszenie niepodległości nastąpiło 24 maja 1993 r. i stanowiło tylko uroczyste potwierdzenie tego, co stało się faktem już dwa lata wcześniej. Na czele nowego państwa, jako niekwestionowany przywódca w wojnie wyzwoleńczej, stanął Afeuerki i pozostaje jego głową do dziś. Erytrea należy więc, obok Angoli i Zimbabwe, do ostatnich państw w Afryce, w których rządy nadal sprawują liderzy antykolonialnych walk o niepodległość z epoki heroicznej Czarnego Lądu.

Erytrea wyłoniła się z owego wieku bohaterskiego jako kraj zrujnowany i dotknięty klęską głodu na skutek długotrwałej wojny. W 1993 r. rząd zasadził miliony drzew, m.in. owocowych; uruchomił również program odtwarzania zniszczonych wsi i zakładania nowych. Erytrejczycy chętnie powtarzali propagowane przez władze hasło „mamy przecież niepodległość”, wzywające do wyrzeczeń i wysiłku w okresie powojennej odbudowy. Przykład dawali sami ministrowie, którzy przez wiele miesięcy pracowali bez wynagrodzenia.
Początkowo rząd, aby jak najszybciej ściągnąć kapitał do ogołoconego kraju, ustanowił skrajnie liberalne (w istocie neokolonialne) warunki dla zagranicznych inwestorów. O ile jednak w wielu państwach takie rozwiązania, wprowadzone z założenia tymczasowo, przechodzą w sytuację permanentną, a ich władze nie chcą lub nie potrafią wyplątać swoich krajów z sideł ekonomicznej kolonizacji, o tyle gdy położenie gospodarcze Erytrei unormowało się, prezydent Afeuerki zaczął zamykać państwo na penetrację czynników zewnętrznych. W 2012 r. nowojorski Komitet Ochrony Dziennikarzy sklasyfikował Erytreę jako kraj o najniższym na świecie poziomie wolności prasy. Ostatni akredytowany dziennikarz zagraniczny został stamtąd wydalony w 2007 r., a miejscowym dziennikarzom wysyłanie korespondencji za granicę bez zgody władz grozi uwięzieniem w trybie administracyjnym. W Erytrei legalnie działają cztery wyznania: Erytrejski Kościół Ortodoksyjny (teuahdo), Kościół katolicki, luteranie oraz muzułmanie-sunnici. Inne grupy religijne są zwalczane i usuwane z państwa.
Zachodnie media nazywają Erytreę „afrykańską Koreą Północną”. Nielegalnych imigrantów z tego kraju przedstawiają obowiązkowo jako „uchodźców”. Wprawdzie w Erytrei żadnej wojny nie ma, ale zachodni dziennikarze podtrzymują swoją narrację standardowym tłumaczeniem, że Erytrejczycy uciekają ze swojego kraju przed represyjną dyktaturą i brakiem demokratycznych swobód. Tymczasem władze w Asmarze mówią dokładnie to samo, co ruchy anty-imigranckie w Europie: że szmuglowani do krajów „starej Unii” Erytrejczycy to imigranci ekonomiczni. Pod koniec lipca 2015 r. rząd Erytrei poprosił Radę Bezpieczeństwa ONZ o zorganizowanie międzynarodowego śledztwa w sprawie gangów przemytników ludzi, które agresywnie kaptują wśród obywateli Erytrei chętnych do wyjazdu, obiecując im łatwe i dostatnie życie w Europie. Sami członkowie erytrejskiej diaspory potwierdzają zresztą, że ich rodacy po przedostaniu się na terytorium Unii Europejskiej często konfabulują o zaznanych w kraju okropnościach, by wyłudzić upragniony status azylanta. Europejscy dziennikarze przyznają natomiast – z niejaką dezaprobatą – iż erytrejscy imigranci pozostają podzieleni w kwestii stosunku do rządów Afeuerkiego i „zwolennicy reżimu” wcale nie są wśród nich mniej liczni od jego przeciwników.
Niejeden spośród osławionych afrykańskich dyktatorów został w polityce zagranicznej satelitą USA (Teodoro Obiang Nguema w Gwinei Równikowej, Ismail Omar Guelleh w Dżibuti, do niedawna Meles Zenaui w Etiopii i Blaise Compaoré w Burkina Faso). Dzięki amerykańskiemu parasolowi ochronnemu uniknęli natrętnych oskarżeń o „niedemokratyczność”. Erytrea natomiast należy do państw Afryki najostrzej krytykowanych przez Departament Stanu. Po zniszczeniu przez NATO libijskiej Dżamahiriji Isajas Afeuerki wydaje się zatem naturalnym sukcesorem Muammara Kadafiego w roli depozytariusza sztandaru niezależności Afryki od żądań Zachodu, częściowo podtrzymywanego dziś przez starczą dłoń Roberta Mugabe (jak ostatnio, gdy „wieczny” prezydent Zimbabwe, występując na forum ONZ w Nowym Jorku, ostro sprzeciwił się wpisaniu do celów Organizacji promowania homoseksualizmu).
Większa niezależność od żądań Zachodu przydałaby się również Polsce. Nie musimy bynajmniej przyłączać się do prób izolacji Erytrei pod jego dyktando. Jeżeli polskie władze, jak zapewniają, chcą coś uczynić dla powstrzymania procederu nielegalnej imigracji i sprzężonego z nim przemytu ludzi, powinny na forum ONZ poprzeć wniosek Asmary o zarządzenie przez Radę Bezpieczeństwa śledztwa w sprawie mafii przemytniczych i wspólnie z erytrejskim rządem starać się dla niego pozyskać poparcie innych państw. Na forum Unii Europejskiej powinny zarazem zabiegać o wpisanie Erytrei na listę tzw. krajów bezpiecznych, których obywatele zatrzymani w charakterze nielegalnych imigrantów są odsyłani z powrotem do domu i nie mogą ubiegać się o status azylanta. Wreszcie, Warszawa powinna zaprosić erytrejskie władze do udziału na prawach równej strony w uregulowaniu sytuacji Erytrejczyków skierowanych już do Polski w ramach unijnych „kwot”. We wszystkich tych kwestiach polska ambasada w Kairze* powinna jak najszybciej nawiązać kontakt z Asmarą.
Jeżeli polski rząd umiejętnie wykorzysta kłopotliwą sprawę nielegalnych imigrantów jako okazję do wyjścia z inicjatywą w kierunku władz Erytrei, może ona stać się punktem wyjścia do generalnego ożywienia stosunków polsko-erytrejskich. Tych zaś nie należy lekceważyć. W gospodarce Erytrei do niedawna największy udział zachowywały rolnictwo (uprawa sorgo, pszenicy, roślin strączkowych i oleistych, bawełny) oraz hodowla: wielbłądów na terenach nizinnych (wielbłąd widnieje w herbie Erytrei) i osłów na terenach wyżynnych, a także bydła, kóz i owiec. Kraj ten posiada jednak również złoża rud miedzi i cynku w Debaroa czy soli potasowych w Kotlinie Danakilskiej. Ponadto na jego terytorium wydobywa się ropę naftową, gaz ziemny i złoto. Dynamicznie rozwija się przemysł przetwórczy (m.in. saliny, produkcja paliw, sprzętu oświetleniowego, szkła, cementu, tekstyliów, obuwia, wyrobów skórzanych, artykułów spożywczych). Przyrost gospodarczy Erytrei utrzymuje się na poziomie 7-8% rocznie. Mamy więc pole do ekonomicznej wymiany i współpracy. Uprzednie ocieplenie kontaktów politycznych na pewno przyczyni się do jej rozwinięcia.
Adam Danek, 20 października 2015
*Rzeczpospolita Polska utrzymuje stosunki dyplomatyczne z Erytreą, jednak ze względów oszczędnościowych nie posiada ambasady w Asmarze. Reprezentacja naszego państwa wobec władz Erytrei należy do zakresu kompetencji ambasady RP w Kairze, zaś reprezentacja państwa erytrejskiego wobec władz Polski należy do zakresu kompetencji ambasady Erytrei w Berlinie.
