
Moje odpowiedzi na pytania w referendum.
Czy jest Pani/Pan za wprowadzeniem jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej?
Nie. Należy również skasować jednomandatowe okręgi wyborcze w wyborach do Senatu, wprowadzone przez Platformę Obywatelską. Jednomandatowe okręgi wyborcze nieuchronnie doprowadzają do powstania dwupartyjnego systemu politycznego w jego twardej wersji. Zabezpieczają okupację sceny politycznej kraju przez dwa ugrupowania, które nie różnią się od siebie niczym poza nazwą.
Zwolennicy JOW do znudzenia powtarzają swój komunał, że jednomandatowe okręgi wyborcze powodują odpartyjnienie parlamentu, ponieważ wyborca oddaje głos na konkretną, pojedynczą osobę, na wolnego kandydata bez partyjnych zobowiązań, zamiast na listę wystawioną przez partię. Wystarczy jednak rzucić okiem na skład i sposób wyłaniania parlamentów państw, gdzie ordynacja wyborcza opiera się na JOW, aby przekonać się, jak bardzo bujają w obłokach autorzy takich hasełek. W krajach z jednomandatowymi okręgami wyborczymi przytłaczająca większość elektoratu oddaje głosy na szyldy partyjne, a nie na osoby. Brytyjski czy amerykański wyborca głosuje na kandydata Partii Konserwatywnej lub Partii Pracy, kandydata Partii Demokratycznej lub Partii Republikańskiej, nie przywiązując większej wagi do tego, jakie nazwisko jest przyczepione do szyldu partii akurat w jego okręgu. Kiedy w systemie JOW partyjna oligarchia w ramach wewnętrznych rozgrywek i konfliktów chce wyrzucić któregoś ze swoich kolegów z parlamentu i w ogóle poza nawias życia politycznego, władze partii po prostu nie wyrażają zgody, by polityk ten kandydował ponownie z jej poparciem w którymkolwiek okręgu, co z w zupełności wystarcza, by w najbliższych wyborach przepadł z kretesem. To bajka, że jednomandatowe okręgi wyborcze sprzyjają uzyskaniu mandatów parlamentarnych przez postacie wybitne: zdecydowana większość członków brytyjskiej Izby Gmin czy amerykańskiej Izby Reprezentantów to partyjne miernoty bez własnej osobowości, bezbarwne automaty do naciskania guzika do głosowania, nie reprezentujące sobą niczego poza poparciem partii-matki. Zupełnie jak w obecnym polskim Sejmie, więc po JOW nie należy się spodziewać zmiany tego stanu rzeczy.
Trzeba podkreślić jeszcze jedno: jednomandatowe okręgi wyborcze nie tylko doprowadzają do całkowitego zawłaszczenia sceny politycznej przez tylko dwie partie, ale zawsze są to dwie partie beznadziejne i nijakie. W systemie dwupartyjnym oba dominujące stronnictwa nabierają charakteru wybitnie postpolitycznego. Nie mają własnych ideologii ani programów. Różnią się wyłącznie poglądem na to, która z nich powinna sprawować władzę. Cynicznie tumanią swoich wyborców, przedstawiając im jako zło absolutne konkurenta, z którym we wszystkich istotnych kwestiach zajmują identyczne stanowisko. Partia Konserwatywna niczym nie różni się od Partii Pracy, a Partia Demokratyczna od Partii Republikańskiej. Wybór pomiędzy nimi jest fikcją wyboru, ale dzięki JOW nie dopuszczają one na scenę polityczną żadnej rzeczywistej alternatywy.
Mimo braku JOW w Polsce mamy już system dwupartyjny, oparty na duopolu PO-PiS (1). Nasze państwo trzeba jak najszybciej wyrwać z kleszczy tych dwu bliźniaczych stronnictw. Wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych spetryfikowałoby ich dwuwładzę na wieki. Jeżeli chcemy już nawet nie dokonać w naszym państwie zmian na lepsze, ale choćby odtworzyć w polskim parlamencie prawdziwą debatę publiczną (rozumianą jako spór faktycznie różniących się od siebie poglądów na państwo), musimy spluralizować scenę parlamentarną – rozbić system dwupartyjny, a w tym celu popierać wszelkie zmiany prawa wyborczego, które w niego uderzają. Takim rozwiązaniem jest co najmniej ordynacja proporcjonalna z przeliczaniem głosów metodą Hare’a-Niemeyera lub metodą Sainte-Laguë, maksymalizująca liczbę stronnictw obecnych w parlamencie. Dyktat szyldów partyjnych przełamuje natomiast zapewnienie wyborcy możliwości jednoczesnego głosowania na kandydatów z różnych ugrupowań, jak w irlandzkim systemie pojedynczego głosu przechodniego (STV) czy szwajcarskim systemie „pióropusza” (panachage) – to najlepszy wariant. Natomiast jednomandatowe okręgi wyborcze to rozwiązanie jeszcze gorsze, niż obowiązująca w Polsce w wyborach do Sejmu ordynacja proporcjonalna z przeliczaniem głosów metodą d’Hondta, faworyzująca ugrupowania największe, czyli najbardziej nijakie.
Czy jest Pani/Pan za utrzymaniem dotychczasowego sposobu finansowania partii politycznych z budżetu państwa?
Nie. Należy również wprowadzić konstytucyjny zakaz finansowania partii z pieniędzy publicznych. Jako niemoralne ocenić trzeba zmuszanie podatnika, by ze swojej kieszeni finansował istnienie kilku ugrupowań, których nie popiera i w ten sposób traktowanie ich jako organizacji pożytku publicznego – choć wszyscy wiemy, że stronnictwa głównego nurtu zajmują się na ogół wyrządzaniem szkód publicznych.
Kontrargument, iż lepiej karmić stronnictwa parlamentarne z budżetu państwa, gdyż w przeciwnym wypadku będą zmuszone zbierać datki na swoją działalność od lobbystów oraz interesownych biznesmenów i staną się od nich zależne – to kolejne twierdzenie oderwane od rzeczywistości. Tajemnicą poliszynela pozostaje fakt, że przy „dotychczasowym sposobie finansowania partii politycznych z budżetu państwa” ugrupowania parlamentarne i tak na każdym kroku biorą z pocałowaniem ręki pieniądze od lobbystów i podejrzanych biznesmenów, o czym mogliśmy usłyszeć choćby na nagraniu prowadzonej w swobodnym tonie rozmowy Elżbiety Bieńkowskiej z urzędowym tropicielem korupcji Pawłem Wojtunikiem. Nie mamy nawet efektywnych procedur blokujących możliwość finansowania partii politycznych przez zagranicę, dzięki czemu np. Platforma Obywatelska i jej poszczególni politycy są po cichu na różne sposoby dotowani przez Niemcy. Przy takim stanie rzeczy nie możemy pozwalać pasożytniczym partyjnym bandom, by jeszcze w majestacie prawa wysysały środki z budżetu państwa, potrzebne do opłacania usług publicznych. Finansowanie stronnictw parlamentarnych z budżetu wzmacnia, a nie osłabia zasadę plutokratyczną, ponieważ czyni partyjnych plutokratów jeszcze bogatszymi. Partie polityczne powinny utrzymywać się z wpłat ich członków i sympatyków. W Polsce wszystkie ugrupowania, które formułują przynajmniej po części wartościowe programy polityczne, i tak muszą finansować się same. Program wszystkich stronnictw głównego nurtu sprowadza się natomiast do tego, żeby nadal zasiadać w parlamencie i móc dalej pobierać pieniądze z budżetu.
Czy jest Pani/Pan za wprowadzeniem zasady ogólnej rozstrzygania wątpliwości co do wykładni przepisów prawa podatkowego na korzyść podatnika?
Nie. Wprowadzenie zasady, zgodnie z którą wątpliwości są automatycznie rozstrzygane na korzyść podatnika spowoduje, że podatnicy zaczną mieć interes w mnożeniu sytuacji wątpliwych z punktu widzenia przepisów, ponieważ będą otrzymają z góry gwarancję, że w takich sytuacjach nie będą musieli płacić podatku. Innymi słowy, usankcjonuje i rozszerzy możliwość dokonywania oszustw podatkowych i okradania Skarbu Państwa. Rzecz jasna, przyniesie to korzyści przede wszystkim nie podatnikom indywidualnym, a prywatnym firmom. Postawienie tego pytania w referendum zostało niewątpliwie podyktowane chęcią przypodobania się egoistycznemu światu biznesu.
Oczywiście, nawet bez wprowadzania takiej „zasady ogólnej” przedsiębiorcy będą się starali uchylać od danin publicznych. Bo przedsiębiorcy nie unikają płacenia podatków dlatego, że podatki są za wysokie, lecz dlatego, że w ogóle są. Prywaciarz zawsze dąży do maksymalnego zredukowania płaconych podatków – docelowo do zera, podobnie jak zawsze dąży do maksymalnego zredukowania wynagrodzeń wypłacanych pracownikom – docelowo do zera (2). Nie ma jednak powodu, by prawo mu to ułatwiało i do tego zachęcało.
Postscriptum
Osobiście zamierzam 6 września wziąć udział w referendum i zagłosować jak wyżej. Wychodzące z części środowisk „antysystemowych” wezwania do jego bojkotu mają swe uzasadnienie głównie w szerszej ideologii „niegłosowania w wyborach”. W swoim czasie byłem głosicielem tej samej ideologii i doskonale dziś rozumiem, na jak błędnych założeniach się ona opiera. To ostatnie wymaga obszerniejszego wyjaśnienia w innym miejscu. Tymczasem lepiej wykorzystać okazję, by poprzeć swoim głosem rozwiązania zgodne z dobrem publicznym.
Adam Danek, 1 września 2015
1. Zob. Adam Danek, Małe zlodowacenie, „Myśl Polska” 15-22 II 2015 r.
2. Dowodzi tego masowa skłonność przedsiębiorców do wykorzystywania darmowej siły roboczej w postaci praktykantów, wiecznych stażystów, osób „pracujących w zamian za zdobycie doświadczenia”, bezrobotnych, za których zatrudnianie płacą prywatnym firmom państwowe urzędy itp.
