Skip to content
Kaminski.re
Menu
  • Kaminski.re – publicystyka polityczna
Menu

Adam Danek: Konserwatyzm a orientacja ludowa

Posted on April 17, 2026 by Karol Kamiński

Czy w polityce konserwatyzm da się połączyć z orientacją ludową? Duża część zwolenników jednego i drugiego odpowie, że nie. Obie strony podadzą identyczny powód. Konserwatyzm konsekwentnie demaskował demokratyczną fikcję równości wszystkich ludzi, wskazując na kluczową w każdej dziedzinie życia zbiorowego rolę elit, a więc tych, co są wyniesieni ponad ogół. Problem w tym, że wielu konserwatystów niewłaściwie rozkładało akcenty. Niezbędności elit i naturalnego charakteru ich przywództwa dowodzili oni głównie poprzez podkreślanie głupoty, prymitywizmu bądź niedojrzałości reszty, to znaczy gminu, plebsu – i między innymi dlatego te ostatnie słowa nabrały pejoratywnego wydźwięku. Akcent przesunął się z afirmacji i obrony wyższych elementów w społeczeństwie na ekspresję pogardy, czy wręcz nienawiści do jego niższych elementów. Jak wiadomo, ludzie ulegli własnym złym skłonnościom zawsze zgłaszają duży popyt na doktryny pozwalające im uważać innych za imbecyli, toteż niejednemu poczytnemu autorowi odwołania do idei konserwatywnych służyły tylko za pretekst do upajania się własnym poczuciem wyższości i wyzywania ogółu współziomków od bydła. Tak postępował na przykład kontrrewolucyjny francuski pisarz Jules Barbey d’Aurevilly. Carl Schmitt napisał, że „dla Barbeya d’Aurevilly Kościół katolicki był (nie tylko, ale również) wysokim balkonem, z którego mógł pluć na głowy współczesnego mu motłochu”*.

  Prawdziwy konserwatysta dostrzegłby w takiej postawie przede wszystkim jej niechrześcijański charakter. Chrześcijaństwo zawsze widziało w ludzkiej skłonności do wywyższania się jedno z największych niebezpieczeństw dla duszy, piętnowało grzech pychy, nakazywało pogardę czy nienawiść do określonych czynów, ale zabraniało jej w stosunku do ludzi jako takich. Ponadto, konserwatyzm tradycyjnie akcentował służebną funkcję elit wobec społeczeństwa, a także organiczny charakter samego społeczeństwa, czyli niezbędność – i ważną rolę – również niższych warstw społecznych.

   Słowo „lud” to nie synonim motłochu, lecz synonim nie-elit. Może ono odnosić się albo do ogółu członków danej wspólnoty politycznej, albo do najliczniejszych grup w społeczeństwie. W tym pierwszym znaczeniu, orientacja ludowa w konserwatyzmie wyraża się w uznaniu ludu jeśli nie za źródło porządku politycznego, to za jego podporę lub istotną część. Legło ono u podstaw idei monarchii ludowej, rozwijanej zwłaszcza w carskiej Rosji. Wyrażała je słynna triada hrabiego Siergieja Uwarowa, ministra oświaty w epoce mikołajowskiej: „prawosławie – samodzierżawie – ludowość”, sformułowana jako pozytywne przeciwieństwo rewolucyjnego hasła „wolność, równość, braterstwo”. Rosyjska zasada monarchii ludowej oznaczała, iż monarcha zachowuje żywą więź mentalną i psychiczną ze swoim ludem: nie tylko kieruje się w swoich postanowieniach dobrem ludu, ale też z jego duszy i jego myślenia czerpie natchnienie dla swojej polityki. W powszechnym odczuciu ideał ten zrealizował cesarz Aleksander III. Bynajmniej nie życzliwy mu obserwator z zewnątrz, krakowski stańczyk Stanisław Tarnowski, tak odmalował Rosję pod jego berłem: „Z wyżyn środkowej Azji zagląda do Indii; przez cieśninę morską sąsiaduje z Ameryką; do Japonii wysyła krzewicieli swojej wiary; ze szczytów zgnębionego Kaukazu strzeże i Persji, i azjatyckiej Turcji, a otwartymi równinami Polski sunie nieznacznie, ale nieustannie do środka Europy. Na dwóch częściach świata wsparta, gotuje się do chwili, kiedy o losie obu będzie stanowiła. Na tej przestrzeni ma kilkadziesiąt milionów ludu jednej krwi, jednego języka, jednej natury, jednych uczuć, jednej wiary, a nad tym bezmiarem ziem i ludzi ma jedną głowę, jedną wolę, jedną władzę. (…). Na czele tego ogromu człowiek, który, czy rządzi sam jak chce, czy słucha instynktów swego ludu i za nimi idzie – wszystko jedno, bo w nim i w ludzie jest instynkt ten sam i ta sama wola. Zdarza się czasem w Europie słyszeć, że Aleksander III jest człowiekiem i panującym bez wyższych zdolności. Nam się wydaje, że on ma nie tylko rozum, ale nawet pewien rodzaj wielkości. Rozumem jest to zawsze u panującego, jeżeli on umie być doskonałym wyrazem popędów swojego narodu, uczynić zadość jego uczuciu i miłości ojczyzny, i dumy. Aleksander III może jest w swoich uczuciach jak w swoich pojęciach i  jednostronnym, przez to może Rosji gotować szkody na przyszłość, ale wyraża i zaspokaja zupełnie jej narodową świadomość siebie; z niego i w nim ten naród czuje się dumnym. (…). On wierzy naprawdę, że jego lud lepszy i cnotliwszy od wszystkich innych, przeznaczony jest do panowania nad światem, przynajmniej nad Słowiańszczyzną, którą do prawdziwej wiary nawróci i do Królestwa Bożego wyprowadzi, a z tym przekonaniem łączy nie wyłączność narodową tylko albo dumę, ale narodową pogardę i wstręt do wszystkiego, co nie rosyjskie.” Głębokie poczucie więzi z ludem cechowało również ostatniego rosyjskiego monarchę, syna i następcę Aleksandra. „Mikołaj II miał wstręt do eksperymentów społecznych, jego natura nie znosiła buntów: strajkujący robotnicy rysowali się w jego mózgu właśnie jako żołnierze wykraczający przeciwko dyscyplinie, ale Mikołaj II nie był w swym sercu solidarny z wyższymi klasami społecznymi. Przeciwnie, jego uboga indywidualność intelektualna czuła raczej pociąg ku ludowi; ojciec jego łączył swój słowianofilizm z konserwatyzmem, ona raczej z tendencjami czy tendencyjkami ludowymi. Kochał zwykłego żołnierza, nie lubił jednorocznego ochotnika; nie interesowały go teorie społeczne inteligencji, ubóstwiał wierzenia i zabobony swego ludu; nie umiał rozmawiać z delegacją działaczy społecznych, irytowała go i żenowała na przemian; gdy rozmawiał ze służbą, z lokajami czy praczkami, z chłopami na wsi, z nagonką na polowaniu, z prostymi marynarzami na okręcie, to nie tylko umiał z nimi gadać, nie tylko wzbudzał sympatię i miłość, lecz widać, że wtedy emanował czar osobisty. (…). Mikołaj II wierzył w cuda, w świętych wypchanych słomą, jeździł po klasztorach, pustelniach, świętych obrazach – wierzył w to wszystko, czym inteligencja rosyjska jego czasów pogardzała.” – wspominał go z przekąsem Stanisław Cat-Mackiewicz. O Fiodorze Dostojewskim oraz o słynnym oberprokuratorze Świętego Synodu, Konstantinie Pobiedonoscewie, Mackiewicz napisał, iż obaj zmierzali „do rodzaju kalifatu ludu rosyjskiego, do teokracji cesarskiej, sprawowanej w imię wierzeń religijnych ludu rosyjskiego”.

   Odmienną, nowoczesną koncepcję monarchii ludowej sformułował w pierwszych miesiącach polskiej niepodległości Michał Rostworowski (1864-1940), profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, założyciel krakowskiej Szkoły Nauk Politycznych. Przedstawił ją w publicznym odczycie „Budowa władzy rządowej i wykonawczej”, wygłoszonym w Krakowie 14 czerwca 1919 r. Rostworowski zarysował w nim wizję „dziedzicznej monarchii, która jednak nie będzie już monarchią »Dei gratia«, lecz monarchią »voluntate populi«”. Z jednej strony przewidywała ona odpowiedzialność polityczną rządu przed parlamentem (tj. możliwość odwołania rządu przez parlament), z drugiej strony nie wymagała parlamentarnego wotum zaufania dla stworzenia rządu, a zatem dopuszczała sytuację, w której krajem rządzić będzie gabinet powołany samodzielnie przez króla, mający oparcie w jego woli i autorytecie. Na poparcie swojej propozycji ustrojowej przytaczał szereg argumentów: „Perspektywa podobna nie przerażała bynajmniej Russa, który dopuszczał możliwość powierzenia władzy wykonawczej królowi, byleby władza ustawodawcza pozostała nadal w rękach zwierzchniczego ludu. Ani pod względem konstrukcyjnym, ani praktycznym sprawa ta nie nasuwa trudności: władza monarsza wypływa z konstytucji – a gdy ta jest dziełem suwerennego narodu, tamta ma charakter władzy delegowanej na równi i obok władzy Sejmu, sądów itd.; nieodpowiedzialność zaś monarchy nie pociąga sama przez się żadnych ujemnych skutków, skoro jego działalność urzędowa tak jest ściśle związana z działalnością odpowiedzialnego rządu, że sam panujący bez ministrów niczego dokonać nie jest mocen. Różne też państwa, ogłaszające zasadę zwierzchnictwa narodowego, przyjmowały, jako formę rządu, monarchię ludową: Francja i Polska w r. 1791, Belgia w r. 1831, Norwegia w r. 1814. (…). System ten, jako dwupiętrowy, pozwala sprzęgnąć dziedzicznego, nieodpowiedzialnego monarchę – bez szwanku dla sprawy publicznej – z odpowiedzialnym, posiadającym własną polityczną fizjonomię, rządem. Współpracownictwo czynnika stałego, ponadpartyjnego, ze zmiennym, a obu razem – na gruncie równorzędności – z Sejmem, zostają w pełni zapewnione. Droga stoi otwartą dla wytworzenia się systemu parlamentarnego bez narzucania go jednak za pomocą paragrafów konstytucyjnych, które nie są w mocy same przez się przesądzić kwestię faktyczną, czy w Sejmie znajdzie się, lub nie znajdzie, skonsolidowana większość, a wśród niej zastęp polityków odpowiednio uzdolnionych i gotowych podjęcia się solidarnie roli kierowniczej. System ten pozwala zaprowadzić wypróbowane urządzenia konstytucyjne, które w interesie całego narodu, wszystkich jego klas i warstw, tak rozkładają, a następnie kombinują różne elementy władzy państwowej, by nigdzie nie wytworzyć bezwzględnego monopolu, ani niedostępnego schroniska dla szkodliwej jednostronności. System ten oszczędza krajowi w sposób bezbolesny zużywania energii i wydatków na nieprodukcyjne załatwianie periodycznie powracających wyborów Prezydenta i wszelkich »ponadprogramowych« kryzysów prezydialnych; udaremnia też radykalnie próby potajemnego wpływania z zewnątrz na obsadzenie najwyższej magistratury. Nie licząc się może z tak zwanymi prądami »chwili«, odpowiadać on będzie niemniej »duchowi czasu«, łącząc harmonijnie najdalej idącą demokratyzację polityczną zwierzchniczego narodu ze stałą, silną władzą centralną. (…). Przy zamierzonej stopniowej przebudowie społecznej monarchia ludowa dostarczy tego punktu archimedesowego oparcia, który pozwoli bez szkody dla innych najistotniejszych spraw narodowych powyższe reformy do skutku doprowadzić.” Wystąpienie Rostworowskiego było pierwszym w niepodległej Polsce, nie posiadającej jeszcze wykrystalizowanego ustroju, poważnym głosem za przywróceniem nad Wisłą monarchii. Wzywał on do racjonalnego namysłu nad porządkiem politycznym państwa, a więc do wyjścia z fali emocjonalnej, republikańskiej wrogości do monarchii, jaka przewalała się przez Europę, zwłaszcza Środkową, od listopada 1918 r. Później za tak rozumianą monarchią ludową opowiedział się m.in. narodowo-socjalistyczny Radykalny Ruch Uzdrowienia, założony w 1933 r. na Śląsku.

   W sprawach społeczno-ekonomicznych orientacja ludowa oznacza troskę o położenie najszerszych warstw społecznych. Konserwatyzm ze swej strony jak najbardziej pochwala działalność na rzecz moralnego i materialnego podniesienia klas niższych, wychodzenie naprzeciw ich duchowym i majątkowym potrzebom. Tak właśnie – jako „dobroczynną akcję socjalną wśród ludu” – papież Leon XIII zdefiniował poprawnie rozumianą chrześcijańską demokrację (w encyklice Graves de communi z 1901 r.). Idąc w tym kierunku o krok dalej, dochodzimy do postulatu ustanowienia takiego ustroju gospodarczego i systemu polityki społecznej, który służyłby poprawie sytuacji materialnej warstw uboższych i ich dostępu do dóbr kultury. W ten sposób ludowy konserwatyzm ewoluuje ku chrześcijańskiemu socjalizmowi. Idee chrześcijańsko-socjalistyczne rodziły się najobficiej na niemieckojęzycznym obszarze dawnego Świętego Cesarstwa. Ich ośrodkiem była przede wszystkim Austria. W epoce Austro-Węgier slogany chrześcijańskiego socjalizmu szerzyła katolicka Partia Chrześcijańsko-Społeczna, kierowana przez głośnego w Europie, charyzmatycznego burmistrza Wiednia Karla Luegera, który od chwili wprowadzenia w wyborach do austriackiego parlamentu V kurii (głosowania powszechnego) uzyskiwał masowe poparcie wyborców. Po rozpadzie imperium Habsburgów władze republiki Austrii otwarcie zwróciły się ku wspomnianym koncepcjom za tragicznie przerwanych rządów kanclerza Engelberta Dollfussa. Aby pozyskać stan robotniczy, a odciąć go od wpływów austriackich hitlerowców, Dollfuss mianował wiceburmistrzem Wiednia działacza radykalnego, socjalizującego skrzydła Partii Chrześcijańsko-Społecznej, Ernsta Karla Wintera, któremu zlecił propagowanie wśród robotników hasła „monarchii ludowej”. W lipcu 1934 r., po nieudanym puczu nazistów w stolicy Austrii, zakończonym śmiercią Dollfussa, kanclerzem został polityk znacznie bardziej zachowawczy, legitymista Kurt von Schuschnigg, jednak kontynuował on, a nawet nasilił linię swojego poprzednika. Z ramienia nowego kanclerza wizję „monarchii socjalnej” propagowali z sukcesami wśród szerokich rzesz robotników dwaj kolejni ministrowie opieki społecznej w jego rządzie: Josef Dobretsberger (1935-1936) i Hans Rott (1937-1938). Rott próbował także zjednać dla tej idei pretendenta do austriackiego tronu, arcyksięcia Ottona von Habsburga, co się w pełni powiodło. Józef Winiewicz (1905-1984), w międzywojniu konserwatywny działacz i publicysta polityczny oraz prosanacyjny dziennikarz, a po wojnie polski ambasador w Waszyngtonie (1947-1955), pozostawił w swoich pamiętnikach kostyczny opis sceny, która miała miejsce w 1951 r. na przyjęciu dla amerykańskiej socjety: „Usadzono mnie wśród kilku starszych pań i pewnego łysawego mężczyzny bardzo przez nie wenerowanego. Nieznajomy nie zdawał mi się obcy. Jego adoratorki stawiały mu zarzut, że w swych odczytach głosi socjalizm, niebezpieczniejszy od komunizmu, bo chrześcijański. W końcu znaleźliśmy chwilę, aby się sobie przedstawić. Tak spotkałem Ottona Habsburga, zarabiającego w Stanach na życie odczytami o roli i zadaniach ruchu chrześcijańsko-demokratycznego w Europie.”

   Podsumowując, konserwatyzm o zabarwieniu ludowym, tj. nie-elitarnym, ma dwa aspekty. Z jednej strony jest dążeniem do wzmocnienia autorytetu i funkcji zwierzchniczej państwa przy zachowaniu jego ludowego charakteru, z drugiej strony – dążeniem do przebudowy ustroju gospodarczego państwa i jego systemu polityki społecznej w duchu chrześcijańskiego socjalizmu. W Polsce po 1989 r. żadne ugrupowanie polityczne nie wystąpiło dotąd z takim programem, choć istniała nawet partia o nazwie Stronnictwo Konserwatywno-Ludowe. SKL w kwestiach ustrojowych pozostało jednak formacją typowo demoliberalną, akceptując kształt państwa przypieczętowany konstytucją z 1997 r., natomiast w zakresie polityki gospodarczej podnosiło liberalne postulaty: niskich podatków, prywatyzacji majątku państwowego i ograniczenia pomocy socjalnej (przy czym zgadzało się na ochronę przez państwo niektórych sektorów gospodarki, jak przemysł zbrojeniowy, górnictwo i rolnictwo). Tym samym miejsce dla ruchu reprezentującego autentyczny ludowy konserwatyzm pozostaje na polskiej scenie politycznej wciąż niewypełnione.

Adam Danek, 5 lutego 2015

* Przeł. Wojciech Kunicki.

Leave a Reply Cancel reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Recent Posts

  • Adam Danek: Nie wolno upraszczać
  • Adam Danek: Bractwo Kapłańskie Świętego Spokoju
  • Adam Danek: Monarcha oświecony
  • Adam Danek: Głębie milczenia
  • Adam Danek: Zagadnienie ustroju

Recent Comments

No comments to show.

Archives

  • April 2026

Categories

  • Adam Danek
  • Karol Kamiński
  • Poezja
© 2026 Kaminski.re | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme