Skip to content
Kaminski.re
Menu
  • Kaminski.re – publicystyka polityczna
Menu

Adam Danek: A gdyby naprawdę wojna?

Posted on April 17, 2026 by Karol Kamiński

Poniższe uwagi zostały spisane w ramach pewnego eksperymentu myślowego. Od paru miesięcy w naszym kraju politycy i media głównego nurtu straszą społeczeństwo możliwością wojny przeciwko Polsce. I jak zwykle w przypadku jednogłośnego ataku medialnej propagandy, wierzą im trudni do policzenia zwykli ludzie, którzy bezrefleksyjnie oglądają telewizję i czytają gazety. Ale niżej podpisany zetknął się również z opinią wygłaszaną przez osoby podzielające jego krytyczne podejście do straszenia Rosjanami i gloryfikacji rządów „euromajdanu” na Ukrainie: że gdyby już rosyjskie oddziały naprawdę wkroczyły na terytorium Polski, to pierwsi zgłosiliby się do wojskowych biur zaciągu, by bronić ojczyzny. I dlatego ów myślowy eksperyment wydaje się wart przeprowadzenia.

Wbrew histerii nakręcanej przez media nie uważam za możliwą w przewidywalnej przyszłości eskalację konfliktu zbrojnego na Wschodzie, w który wciągnięta zostałaby Polska. Zawieśmy jednak na chwilę reguły prawdopodobieństwa i wyobraźmy sobie, że wokół Ukrainy wywiązuje się wojna między NATO a Rosją. Sytuacja grozi rozlaniem się działań wojennych na terytorium naszego kraju.

Dla zwykłego człowieka okoliczności wybuchu wojny pozostają niejasne lub po prostu nieznane. NATO od pierwszych chwil konfliktu trąbi wszystkimi swoimi tubami propagandowymi, iż odpowiada jedynie na atak Rosji, poprzedzony jej licznymi prowokacjami. Rosja głosi dokładnie to samo o sobie i o NATO. Przeciwnicy oskarżają się nawzajem przed światową opinią publiczną o kłamstwo i złą wolę; przedstawiają sprzeczne wersje tego, co się stało. Tak każdy z nas ujrzy się nagle porwanym i niesionym przez wir wydarzeń, których bezpośrednich przyczyn nie zna. Nie ma bowiem możliwości przebicia się przez zasłonę wojny informacyjnej, dotarcia do pierwotnych faktów i ustalenia, kto (gdzie? do kogo dokładnie?) pierwszy otworzył ogień. Musi więc dokonać oceny sytuacji niezależnie od tych faktów.

Jedno przede wszystkim nie ulega wątpliwości: winny jest Zachód. Tej wojny by nie było, gdyby Ukrainą nadal rządził Wiktor Janukowycz. Stany Zjednoczone i Niemcy uparły się głupio, żeby go obalić. W tym celu inspirowały i finansowały „euromajdan”, stopniowo podpuszczając jego uczestników do radykalnych wystąpień. To agresywna polityka bloku zachodniego doprowadziła do kryzysu ukraińskiego i w efekcie do wojny.

Jeżeli Polska dała się wciągnąć w charakterze strony do zbrojnej konfrontacji, której drugą stroną jest Rosja, to nie ulega również wątpliwości, że Polska tę konfrontację przegra. Nie chodzi tylko o dysproporcję sił. Zresztą, nasi politycy wszystkich liczących się opcji od wielu lat uspokajali nas, że siła nie jest nam do niczego potrzebna, ponieważ „wojny w Europie już nigdy nie będzie, a jeżeli będzie, to Polskę obronią nasi sojusznicy” na czele z USA (i dlatego właśnie – sugerowali – trzeba wysługiwać się Ameryce). Upadek pierwszego z tych złudzeń pociągnie za sobą upadek drugiego. Państwa Europy Zachodniej po raz kolejny nie będą widziały swojego interesu w „umieraniu za Gdańsk” (jedynie nasi rodzimi prowokatorzy-durnie namawiają Polaków do umierania za Kijów – i przy okazji za Waszyngton). Zapewniając gorąco o swej solidarności i rychłej pomocy, zostawią nas z nawarzonym piwem do wypicia samych lub na spółkę z takimi potęgami, jak Litwa czy Łotwa. Chyba, że Stany Zjednoczone zechcą zamienić Polskę w kolejne pole przeciągłego konfliktu na wykrwawienie, by zmusić swojego przeciwnika do wydatkowania sił i środków przeciw polskiemu mięsu armatniemu – analogicznie, jak robią to w Syrii i na Ukrainie. Wtedy udzielą Polsce pomocy wystarczającej akurat, by zapewnić chwiejną równowagę operacyjną, ale nie dopuścić do szybkiego rozstrzygnięcia wojny na korzyść którejkolwiek ze stron. Wierzę, iż w takiej sytuacji polski rząd, wywodzący się z dotychczasowego układu politycznego, będzie wolał raczej doprowadzić Polskę do bezpośredniego zniszczenia przez wroga lub ruiny wskutek wyczerpania konfliktem, niż nie pokazać światu, jakie z nas „przedmurze demokracji” i że jesteśmy bardziej euroatlantyccy od Białego Domu, Pentagonu i Kwatery Głównej NATO razem wziętych. W takiej sytuacji wszystkie odpowiedzialne siły polityczne oraz samo społeczeństwo będą musiały wywrzeć nacisk na jak najszybsze wyprowadzenie Polski z wojny. To znaczy: sprzeciwić się rządowi. Wszelkie formy „hachizmu” i „ekonomii krwi” staną się nakazem racji stanu.

Tymczasem nawet rozumni patrioci zapewniają, iż w opisanym położeniu pierwsi zaciągnęliby się do wojska i ruszyli na front. A ja bym się nie zaciągnął i im też odradził. Polska nie ma żadnego interesu w udziale w tej wojnie. Założyć bagnet na broń albo nawet „pójść w bój bez broni” i dać się zabić za przykryte górnolotnymi hasłami cudze interesy, dopatrując się wzniosłego obowiązku wobec ojczyzny w bezmyślnym akcie zbiorowej autodestrukcji – w tym tradycyjnie byliśmy mistrzami Europy i świata. Mniej więcej to samo czynią dziś ukraińscy nacjonaliści, wespół z podobnymi im politycznymi pitekantropami („obrońcami białej rasy”) z innych państw europejskich, zwerbowanymi do ukraińskich batalionów pacyfikacyjnych. Obwieszeni jak choinki „czarnymi słońcami” i „wilczymi hakami”, pełnią funkcję oddziałów osłonowych Unii Europejskiej, Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Privatbanku ukraińsko-izraelskiego oligarchy Ihora Kołomojskiego.

W Polsce wciągniętej do wojny z Rosją byłoby najlepiej, gdyby ci wszyscy jazgotliwi zwolennicy prowadzenia walki „o wolność waszą i naszą” (określenie Bronisława Wildsteina) i „na złość Putinowi” wywiązali się ze swojego obecnego rezonerstwa, pojechali na front i dali się tam wybić co do jednego, ku niewątpliwemu pożytkowi ojczyzny. Ale oni tego nie zrobią, kiedy przyjdzie zamienić gardłowanie na czyny. Jeżeli naprawdę rosyjskie wojska przekroczą granicę Polski i zarazem nie „obronią nas sojusznicy” z NATO, antyrosyjskie ratlerki albo błyskawicznie zamilkną, albo czym prędzej wyjadą na Zachód, by stamtąd pisać płomienne wezwania do walki z odwiecznym wrogiem oraz bohatersko piętnować jego okrucieństwo i przewrotność (na przykład w jakiejś rozgłośni finansowanej przez CIA). Oni uwielbiają bawić się w „wielkie emigracje” i „rządy na uchodźstwie”, zgrywać męczenników za sprawę na gościnnym „paryskim bruku”. Mają to w swoich ideowych korzeniach. Zresztą samo ich odejście z kraju również byłoby wymierną dla niego korzyścią.

Natomiast rozumni polscy patrioci do ewentualnej wojny NATO (Polska) – Rosja powinni ustosunkować się tak, jak konserwatyści i nacjonaliści (a z drugiej strony komuniści) we Francji do wojny francusko-niemieckiej w latach 1939-1940. Nie ma sensu przelewać krwi na wojnie rozpętanej w złej sprawie. Wszelkie siły będą potrzebne:

– do jak najszybszego wycofania Polski z konfliktu, w jaki wplątały ją kabotyńskie błazny i marionetki Zachodu z Warszawy;

– do odbudowy normalnego funkcjonowania kraju;

– do rozliczenia tych, co Polskę w ten konflikt pchali.

Powyższe rozważania dotyczą sytuacji, której zaistnienie nie wydaje się prawdopodobne. Ale kto nie wyciąga wniosków z historii, ten jest skazany na jej powtarzanie.

Adam Danek, 22 października 2014

Leave a Reply Cancel reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Recent Posts

  • Adam Danek: Nie wolno upraszczać
  • Adam Danek: Bractwo Kapłańskie Świętego Spokoju
  • Adam Danek: Monarcha oświecony
  • Adam Danek: Głębie milczenia
  • Adam Danek: Zagadnienie ustroju

Recent Comments

No comments to show.

Archives

  • April 2026

Categories

  • Adam Danek
  • Karol Kamiński
  • Poezja
© 2026 Kaminski.re | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme