
Polscy narodowcy, utożsamiający się z tradycjami politycznymi endecji, lubią ze złością zwalczać pogląd o Józefie Piłsudskim jako twórcy niepodległej Polski. Dlaczego? Bo ich zdaniem twórcą niepodległej Polski był Roman Dmowski. To kłótnia o nic, ponieważ tworzenie lub odbudowa państwa z reguły jest dziełem wielu pracujących jednocześnie osób i grup, a nie wyłączną zasługą pojedynczego Piłsudskiego czy Dmowskiego – i tak też przebiegało odrodzenie państwowości polskiej w latach 1915-1921. Rzadko da się jednoznacznie wskazać głównego budowniczego państwa. To nieczęsty przypadek, niemniej możliwy. Istnieją na świecie państwa będące dziełem niezłomnej woli, cierpliwej pracy, wytrwałości i kunsztu politycznego konkretnego męża stanu. I tak na przykład państwo Singapur stworzył niewątpliwie Lee Kwan Yew, państwo Ghana – Kwame Nkrumah, Tanzanię – Julius Kambarage Nyerere, Zambię – Kenneth David Kaunda.
Bliższe nam geograficznie państwo tureckie także miało swego twórcę. Był nim Mustafa Kemal Pasza (1881-1938), któremu w 1921 r. parlament nadał tytuł Ghazi („Zwycięzca w świętej wojnie”), a w 1934 r. – nazwisko Atatürk („Ojciec Turków”). Pozostawił on po sobie nie tylko państwo, ale i tradycję polityczną, nazwaną od jego imienia kemalizmem.
Choć kemalizm wycisnął niezatarte piętno na tureckiej państwowości, jak również na tożsamości narodowej Turków, w Polsce pozostaje słabo znany. Warto więc zapoznać się przynajmniej z jego najważniejszymi elementami. Dostrzeżemy je wówczas w tle przemian i wewnętrznych wstrząsów, jakie Turcja przechodzi w ostatnich latach.
System polityczny
Atatürk wywodził się z ruchu młodotureckiego. Do końca życia występował publicznie z atrybutem ruchu – w baranim kołpaku, który młodoturcy wkładali, by odróżnić się od konformizmu sułtańskich urzędników, noszących zawsze fezy. Po dojściu do władzy postąpił jednak z młodoturkami, jak Józef Stalin z bolszewikami: wyciął ich, ugruntowując swoje rządy osobiste. Szybko zasłynął jako charyzmatyczny i silny przywódca, także poza granicami Turcji. Wzór do naśladowania widzieli w nim Benito Mussolini, Adolf Hitler, indonezyjski dyktator Ahmed Sukarno czy długoletni pierwszy premier Indii, Javaharlal Nehru. Hiszpański faszysta Ernesto Giménez Caballero w swej niezwykle popularnej książce-manifeście „Duch Hiszpanii” (1932) zaliczył Kemala do wzorcowych realizatorów przywództwa narodowego.
Atatürk uformował typowy dla modelu autorytarnego, jednopartyjny system polityczny, ze stronnictwem rządowym zrzeszającym współpracowników i zwolenników dyktatora. Działalności innych partii politycznych formalnie nie zakazano, ale jedynym za rządów Kemala wyjątkiem od faktycznej jednopartyjności pozostała efemeryczna Niezależna Partia Republikańska (1930), wbrew swej nazwie utworzona przez część obozu rządowego za przyzwoleniem Atatürka. Po kilku miesiącach dokonała zresztą samorozwiązania, gdy Kemal uznał eksperyment z koncesjonowaną opozycją za nieudany. Autentycznie opozycyjna Republikańska Partia Postępu została zdelegalizowana w 1925 r. i rozbita ostrymi represjami.
Organizacyjną podporę rządów Atatürka stanowiła założona przezeń w 1923 r. Republikańska Partia Ludowa (Cumhuriyet Halk Partisi). Ugrupowanie o tej nazwie działa w Turcji do dziś, choć jego charakter oczywiście odbiega znacznie od oryginalnej CHP. Za swój symbol Republikańska Partia Ludowa przyjęła sześć strzał, oznaczających ogłoszone przez Kemala w 1931 r. Sześć Zasad (Altι Ok) ruchu i państwa. Wtedy, w latach trzydziestych, organizacje, które chciały dokonywać wielkich przełomów politycznych, chętnie czyniły strzały swoim godłem. W Hiszpanii habsburskie jarzmo z pękiem strzał stawało się emblematem kolejno Rad Ofensywy Narodowo-Syndykalistycznej, Falangi Hiszpańskiej oraz Hiszpańskiej Falangi Tradycjonalistycznej, a nazwa węgierskiej Partii Strzałokrzyżowców mówi sama za siebie.
W Turcji najważniejszy ośrodek pracy koncepcyjnej ruchu kemalistowskiego skrystalizował się wokół miesięcznika „Kadra” (1933-1934). Publikujący w nim autorzy łączyli w swoim poglądach elementy nacjonalizmu, marksizmu i korporacjonizmu. „Kadra” odegrała więc w jakimś stopniu rolę prekursorską wobec powojennych ruchów narodowo-państwowych w krajach afrykańskich, arabskich i azjatyckich, gdzie często występowały podobne konstrukcje ideowe. Ponadto Republikańska Partia Ludowa miała wsparcie „w organizacjach młodzieżowych: w ogromnej organizacji harcerstwa, zwanego staroturańskim mianem Basz Bogh, a paradującego pod emblematem Szarego Wilka, którym pieczętował się także Jeni Turan, czyli organizacja Młodego Turanu – ale przede wszystkim w Türk Oczagach, czyli Ogniskach Tureckich, w których usiłowano skupiać starszą młodzież, szczególnie uniwersytecką”.*
Polityka wewnętrzna, czyli narodowa rewolucja
Ująwszy ster rządów, Atatürk jednoznacznie odrzucił idee osmanizmu i panturanizmu, które w różnych okresach propagował jego główny rywal polityczny Enver Pasza (1881-1922), na rzecz nacjonalistycznej ideologii turkizmu. Zamiast konserwować, unowocześniać czy odtwarzać ponadnarodowe i uniwersalne imperium Wysokiej Porty, chciał położyć mocne podwaliny pod narodowe państwo tureckie. Droga do tego celu nie mogła być bezbolesna, na co wskazywał już najbardziej podstawowy dla każdego narodu problem języka. Na skutek długotrwałych obcych wpływów kulturowych język wyższych warstw społecznych w imperium osmańskim składał się w około 90% z wyrazów arabskich i perskich. Powstająca na gruzach tego imperium Turcja przypominała nieco Irlandię: kraj niemal pozbawiony własnego języka. Położenie Turków zbliżało ich też do Litwinów: w Turcji, podobnie jak na Litwie, język narodowy przechowała wyłącznie warstwa chłopska. Dlatego wśród Sześciu Zasad jako trzecia znalazła się „ludowość”. W tym aspekcie kemalizm urzeczywistniał turecką wersję idei „powrotu do korzeni”, którą kilka dekad później zaczęto modnie, a więc po angielsku, nazywać nacjonalizmem typu grass roots. Istotę tej polityki trafnie uchwycił polski dyplomata Jan Gawroński (1892-1983), w latach 1929-1932 radca ambasady Rzeczypospolitej Polskiej w Ankarze: „Dokładano wszelkich starań, by wzmacniać uczucia narodowe mieszkańców. Zaczęto wznawiać dawne tureckie tradycje, odgrzebywać zapomniane narodowe obyczaje, wskrzeszać legendę bohaterów narodowych, odszukiwać prapoczątki narodowej historii, oczyszczać język z obcych – arabskich i perskich – naleciałości, wyławiać stare turańskie zwroty i wyrażenia z jedenastowiecznego słownika odnalezionego w archiwach – słowem na każdy możliwy sposób podnosić w opinii publicznej prestiż wszystkiego, co tureckie.”*
Chęć uwolnienia narodu od obcych wpływów kulturowych walnie przyczyniła się do decyzji Atatürka o przeniesieniu stolicy państwa poza Konstantynopol. Polski konserwatysta Stanisław Cat-Mackiewicz szydził w 1927 r.:
„Turcja znajduje się dziś pod rządami nacjonalizmu w czystej formie. Stolica została przeniesiona z Konstantynopola do Angory. Konstantynopol jest jednym z najcudowniejszych miast naszego globu. Wiekami pracowała kultura, artyzm, poezja i potęga państwa wielkich kalifów, aby stworzyć ten cud świata. W marmur i porcelanę, w desenie dywanów na podłodze meczetów i w arabeski kolumn zakuta tam została myśl i dusza narodu. Stambuł jest przedmiotem podziwu i uwielbienia wszystkich turystów. Niektórzy poeci cudzoziemcy twierdzą, że Stambuł piękniejszy jest niż Rzym, niż inne miasta. Angora jest wioską, ordynarną, niekulturalną wioską. Ale Angora jest zamieszkana tylko przez samych Turków, podczas gdy Konstantynopol sułtanów od wielu lat przyciągał do siebie wszelkie ludy i narodowości. Rząd Kemala Paszy dąży do tego, aby w Anatolii mieszkali sami Turcy. (…). Kalif jest Papieżem Islamu: mahometanin nie może nie tęsknić do kalifatu. A kalifat został zniesiony przez rząd republikański. (…). Rozdzielenie sułtanatu od kalifatu nie jest możliwe w praktyce, skoro kalif na mocy religii jest militarnym wodzem wszystkich mahometan. Dawałoby to Turcji do rąk pierwszorzędny atut polityczny, duchowe kierownictwo nad wszystkimi mahometanami globu. Był to pierwszorzędny atut imperialistyczny. Ale Turcy Kemala Paszy nie chcą tego, nie chcą nad nikim panować, nie chcą tych Arabów, Beduinów, Persów, Egipcjan. (…). Chcą pozostać małą republiczką, ale za to czysto turecką.”
Lecz prawda przedstawiała się nieco inaczej. Niewielkie miasto (nie wioska) Angora, w 1923 r. przemianowane na Ankarę, było siedzibą obozu niepodległościowego i rządu Atatürka przez cały okres wojen przeciw brytyjskim i francuskim okupantom kraju oraz greckim najeźdźcom (1919-1922), zakończonych zasłużonym zwycięstwem Turków. Ponadto o lokalizacji tam stolicy przesądziły starannie rozważone przesłanki geopolityczne. Po pierwsze, Angora miała dobre połączenia drogowe i kolejowe z całą resztą Turcji. Po drugie, stolica państwa została tam umiejscowiona – mówiąc współczesnym językiem – z przyczyn należących do dziedziny geokultury. Oddajmy obszernie głos Gawrońskiemu:
„Typowy Turek jest z natury prosty, szczery, lojalny, rycerski, honorowy, bezinteresowny, raczej mało skłonny do spekulacji umysłowych, ale też do jakichkolwiek życiowych kombinacji. Ma wrodzony wstręt do świata pasożytów, żyjących intrygą, oszustwem, przekupstwem, szmuglem, rajfurstwem etc., który – odziedziczony jeszcze po Bizancjum – gnieździ się w ciasnych uliczkach starego miasta, ale też i w wystawnych kamienicach nowych osiedli, nieosiągalnych dla tureckiej kieszeni. Turek widzi w nim źródło i przyczynę wszystkich nieszczęść państwa sułtanów. Przeniesienie stolicy do Ankary miało na celu przede wszystkim odizolowanie młodego pokolenia od atmosfery głównego siedliska Lewantyńców. (…). Tak jak dawne Bizancjum, Turcja Otomańska stanowiła eklektyczny zlepek wielu ludów i narodowości, wielu religii i języków. Podobna w tym do monarchii austro-węgierskiej, Turcja sułtanów opierała się na zasadzie współżycia różnych narodów, związanych patriotyzmem państwowym, nie narodowym. Większość tych narodów – po dłuższym okresie uporczywych walk niepodległościowych – zdołała się wyłamać spod berła sułtanów i stworzyć niezależne państwa Grecji, Serbii, Rumunii, Bułgarii, Albanii. W ślad za nimi wyzwoliły się kraje arabskie. Jedni Turcy, choć stworzyli to państwo i przez szereg wieków ponosili główny ciężar jego utrzymania, nie zdołali jeszcze stać się panami własnego domu. Narodowe wyzwolenie Turków było zasadniczym celem, który przyświecał Kemalowi. Program narodowy nie był do przeprowadzenia w tym Konstantynopolu, który stanowił ośrodek i podstawę kosmopolityzmu ottomańskiego. Jego atmosfera nadal wynaradawiałaby każdy reżim, który by chciał w nim swą siedzibę zakładać, bo duch i tradycja tego miasta były ponadnarodowe, imperialne. Kemalizm był zdecydowany wyzbyć się wszelkich imperialnych ambicji, byleby odtworzyć i do głosu dopuścić swoiste walory tureckiego plemienia. W tym celu musiał się rozstać z miastem, które w samym jestestwie było zaprzeczeniem zamierzonego programu – musiał szukać nowej siedziby, na której by nie ciążyła żadna damnosa haereditas. Ankara – położona w sercu Anatolii – doskonale nadawała się do tego zadania. (…). Kemalizm walczył na wielu frontach z naleciałościami pochodzenia arabskiego czy bizantyjskiego, którym – nie bez pewnej słuszności – przypisywał dekadencję potęgi ottomańskiej. Dążąc w każdej dziedzinie do restytucji ducha pratureckiego, Kemal nie tylko pod wpływem klęski, ale dla realizowania swego ideowego programu wyrzekł się w imieniu Turków raz na zawsze wszelkich pretensji do obcojęzycznych prowincji ottomańskich. (…). Dyplomaci na ogół uważali pobyt w Ankarze za wygnanie, karę za grzechy, a każdy wyjazd do Stambułu – za najmilsze wakacje, za czystą rozkosz. Nie podzielałem tego zdania – przeciwnie, pod każdym względem czułem się lepiej w Ankarze. Tak jak fizyczna atmosfera Ankary była ożywcza, wysokogórska w porównaniu z trującymi wyziewami źle skanalizowanego Konstantynopola, tak też atmosfera duchowa w Ankarze pełna była życia, a tam – trupiej zgnilizny. Dziwnym skojarzeniem historii Roma Nova – tak jak i pierwsza Roma – były zawsze kloaką, do której ściekały brudy całego imperium – do których ściągało wszystko, co chciało pasożytować czy to na cesarzach, czy na papieżach. Cechy motłochu stambulskiego dobrze tłumaczy dziedzictwo nie tylko dzikich obyczajów turańskich, ale i krwawego okrucieństwa, którym wyróżniało się życie bizantyjskie. W Stambule jest niewątpliwie więcej łatwych przyjemności, niż w prostodusznej, skupionej w pracy Ankarze – ale zdrowy organizm więcej musi znajdować radości w dziejotwórczej atmosferze rewolucyjnych przeobrażeń niż w czysto konsumpcyjnym wszędobylstwie lewantyńskich lichwiarzy.”*
To samo podłoże ideowe miały reformy Atatürka ukierunkowane na utrwalenie świeckiego charakteru państwa. Wbrew twierdzeniom wielu konserwatywnych autorów, polityka wyznaniowa Kemala nie nosiła znamion odgórnego wojującego ateizmu w stylu Republiki Francuskiej. Gawroński notował: „Reformy te nie były skierowane przeciw religii jako takiej ani nie miały na celu obniżenia jej autorytetu w indywidualnym życiu obywateli. Najwybitniejsze jednostki reżimu, jak prezes ministrów Ismet Pasza i głównodowodzący wojskiem Fewzi Pasza, nie ukrywali i nadal swego przywiązania do wiary ojców.”* Poza tym Atatürk kontynuował tylko wcześniejsze tendencje w tej materii. Zeświecczenia Turcji w dużej mierze już wcześniej dokonała dyktatura młodoturków (1908-1918). W przypadku kemalizmu to, co powierzchownie interpretowano w Europie jako walkę z religią, w rzeczywistości stanowiło walkę z obcymi wpływami kulturowymi, głównie arabskimi, ale i bizantyjskimi. Gawroński wyjaśnia:
„Tak jak Cesarstwo Bizantyjskie było nie do pomyślenia bez swojego chrześcijaństwa, tak też i Ottomańska Turcja żyła przez szereg wieków swą łącznością z islamem. Koran był podstawą jej istnienia. Wierzenia Koranu podawały obywatelom państwa wspólny cel dla ich wysiłków, przepisy Koranu regulowały każdy szczegół życia. Działo się to znowu na koszt ducha tureckiego, któremu islam był historycznie obcy jako importowany z Arabii i głoszony tylko w arabskiej mowie, równie niezrozumiałej dla Turków, jak niezrozumiała jest kościelna łacina dla katolików. Tak jak jego poprzednik – basileus, sułtan był najwyższym dygnitarzem religijnym, kalifem wszystkich wiernych. Ten religijny charakter – charakter nie turecki, lecz arabski – był główną podstawą jego władzy i autorytetu. (…). Widzieliśmy ostatnio na niejednym przykładzie, z jakimi psychicznymi trudnościami połączona jest zawsze utrata wielowiekowych posiadłości, których dalsze utrzymywanie stało się sprzeczne z wymogami historycznej chwili. Kemal zrozumiał, że idea etnicznej jednolitości państwa jako warunek jego zdrowego rozwoju nie zezwala na żadne kompromisy z ambicją utrzymania imperialnych tradycji. Miał odwagę narzucić narodowi wyrzeczenie się – nie tylko formalne, ale psychicznie rzetelne – posiadłości arabskich, choć znajdowały się one pod nieprzerwanym panowaniem Turków od wielu stuleci. Razem z ziemiami arabskimi wyrzekł się także całego duchowego dziedzictwa, które od Arabów przesiąkło do Turków i ukształtowało ich psyche, zrezygnował ze wszystkiego, co było dotąd moralną ostoją państwa i duchową osnową jego istnienia, dając swym rodakom w zamian wiarę w dziejową rolę narodu tureckiego i nadzieję na wznowienie pierwotnych źródeł jego tradycyjnej kultury i miłość dla narodowego ideału.”*
Obce naleciałości kulturowe usuwano między innymi poprzez dowartościowanie społecznej roli kobiety: „Stan poniżenia i odosobnienia, na jaki Koran skazuje kobiety, obcy był pierwotnym ludom turańskim, a więc niezgodny z tradycjami Turków, którzy swój późniejszy stosunek do niewiast przejęli razem z islamem od Arabów.”* Na uwagę zasługuje zwłaszcza jeden z przejawów rugowania arabskiej obyczajowości – zniesienie przez Atatürka dopuszczalności wielożeństwa w 1926 r. Powrót narodu do własnych, rdzennych tradycji ułatwiać miała również reforma nauczania szkolnego:
„Ta nowa, narodowa koncepcja państwa tureckiego znajduje swój nader charakterystyczny wyraz w przerobionych na rozkaz Kemala szkolnych podręcznikach historii ojczystej. Dotąd wykładana w szkołach historia Turcji rozpoczynała jej dzieje od… Mahometa, to znaczy od arabskiego proroka, który z Turkami w ogóle nie miał nic wspólnego. Ciągłość w tej historii stanowił islam, nie naród turecki. Nie pytano nawet, skąd wziął się ten naród, gdy u schyłku średniowiecza pojawił się nagle na arenie historii. Kemal pierwszy kazał badać turańskie początki narodu tureckiego i kształtować narodową świadomość młodzieży na tych przedtureckich tradycjach. Poprzez tę świadomość miała być zerwana historyczna ciągłość Turcji z obcą kulturą arabską, gdyż była ona w historii tureckiej tylko przemijającym epizodem, który teraz się skończył.”*
Sam Atatürk (prywatnie deista) stosunek do religii miał nie tyle wrogi, ile raczej – jak wielu polityków – instrumentalny. Po likwidacji kalifatu nakazał na przykład odczytać specjalną chutbę, by zapewnić swojej polityce religijną legitymizację. 7 marca 1924 r. z minaretów zabrzmiały jej słowa: „Panie światów, wysłuchaj modlitwy naszej, Allahu użycz pomocy naszemu rządowi i ludowi muzułmańskiemu, zachowaj moc islamu, wywyższaj jego sztandar ponad wszystkie sztandary i chorągwie przez oparcie o państwo tureckie, republikę ludową i islamską. Zachowaj ją Allahu wielki swą mocą boską i niechaj strzeże jej duch wybrańca swego.”** Do chrześcijan Kemal odnosił się z szacunkiem. Na grobie prawosławnego greckiego patriarchy Eftima do dziś widnieje wykuty w marmurze cytat: „Ojciec Eftim niczym żołnierz pełnił służbę dla tego kraju. K. Atatürk”.** Chrześcijanie odpłacili mu tym samym – szacunkiem. Jego podobizny zdarza się znaleźć w kancelariach prawosławnych parafii w Turcji. W 2006 r. na jego własnym grobie kwiaty złożył papież Benedykt XVI. W księdze honorowej Mauzoleum Ojca Turków (Anit Kabir) widnieją również odręcznie wpisane słowa: „Rządy narodami są w ręku Boga. On wzbudza w odpowiednim czasie właściwego przywódcę, aby miłość wolności i poszanowania praw doprowadziły naród do wielkości. Lecz Bóg jest tym, który buduje przyszłość narodu. Jan Paweł II”.**
W optyce zachodniej Atatürk chwalony jest za „europeizację” Turcji. Rzecznicy zachodniactwa zamykają jednak oczy na fakt, iż narzucona przez niego europeizacja dotyczyła form kultury materialnej, głównie stroju (przy czym także w tej kwestii Kemal był raczej kontynuatorem, niż nowatorem – już ostatni sułtanowie rzadko pokazywali się publicznie inaczej, niż w europejskim surducie). Nie obejmowała natomiast przeszczepiania ideologicznego ładunku „cywilizacji zachodniej”. W rezultacie w zapożyczone z Europy formy zewnętrzne wlała się rodzima treść duchowa i naród zachował w nich swój odrębny charakter. „Europeizacja” Turcji miała więc przebieg i skutki analogiczne do wcześniejszych „europeizacji” Rosji przez Piotra Wielkiego, Egiptu przez Muhammada Alego czy Japonii przez cesarza Meiji. O tym, jak odległe od wyfiokowanych zachodnich standardów pozostały stosunki panujące w kemalistowskiej Turcji, świadczyć może tragikomiczny los Vassifa Beja, byłego ministra oświaty i tureckiego ambasadora w Rzymie, w 1934 r. odwołanego z placówki przez Atatürka za brak sukcesów w powściąganiu ekspansyjnych zapędów Mussoliniego na Morzu Śródziemnym. Kemal wezwał pechowego dyplomatę do Ankary i ukarał go w sposób typowy dla turańskiej kultury politycznej, co zapisał dla potomnych ówczesny polski ambasador przy Kwirynale, Alfred Wysocki: „Biedny Vassif ze swej podróży służbowej już nie wrócił. Opowiadają, że Mustafa Kemal Pasza pobił go na audiencji, podczas której ambasador starał się wyjaśnić właściwe znaczenie mowy Mussoliniego. Krzycząc wypomniał mu, że nie po to go trzymał w Rzymie, aby bronił interesów włoskich, ale żeby dbał o dobro swojego państwa. H. Vassif został podobno tego samego dnia wyrzucony ze służby w ministerstwie spraw zagranicznych bez żadnego odszkodowania czy emerytury.”
Polityka zagraniczna – między Berlinem, Moskwą a Warszawą
W polityce zagranicznej kemalistowskiej Turcji najważniejszą rolę odgrywały relacje z trzema państwami: Niemcami, sowiecką Rosją i Polską.
Atatürk zarzucił jednostronną orientację proniemiecką, którą wcześniej reprezentował Enver Pasza, nieszczęśliwy wódz naczelny wojsk tureckich w I wojnie światowej i sprawca wejścia Wysokiej Porty do tamtej wojny po stronie Niemiec. Kemal utrzymał jednak dobre stosunki z Berlinem, zadzierzgnięte jeszcze w epoce Bismarcka. Gdy Turcy pospiesznie przygotowywali małą Ankarę do pełnienia funkcji stolicy, strona niemiecka szybko wyposażyła to miasto w nowoczesne bloki mieszkalne.
Rosja od XVIII wieku pozostawała tradycyjnym wrogiem Turcji. Oba państwa walczyły ze sobą w tym czasie w kilku wojnach, z krymską i światową na czele. Ale ta ostatnia przyniosła całkowite terytorialne rozbicie zarówno imperium carów, jak i imperium padyszachów, a zwycięska koalicja zachodnia zupełnie otwarcie dążyła bez skrupułów do maksymalnego wyzyskania ich zapaści dla rozszerzenia własnych stref wpływów, zapewnienia sobie możliwości eksploatacji ekonomicznej pokonanych państw lub uzyskania ich kosztem bezpośrednich zdobyczy terytorialnych. Sytuacja ta spowodowała całkowite odwrócenie dotychczasowych stosunków turecko-rosyjskich: „Zmieniona po paru latach międzynarodowa konstelacja wymagała nowych rozwiązań. Zbuntowany przeciw haniebnym warunkom traktatu w Sèvres Kemal Pasza znalazł swe jedyne poparcie w rewolucji radzieckiej, walczącej przeciw zbrojnej interwencji tychże samych mocarstw. Odwieczny konflikt dwóch zaborczych potęg zamienił się z dnia na dzień w sojusz dwóch narodów walczących o wyzwolenie przeciw imperializmowi i kolonializmowi Zachodu. Przyjaźń ze Związkiem Radzieckim stała się wówczas dogmatem tureckiej polityki zagranicznej.”* Przeciw kleconemu arbitralnie na kongresie w Paryżu systemowi wersalskiemu automatycznie formował się front pokrzywdzonych przez niego „państw rewizjonistycznych”, jak nazwał je Adolf Bocheński. Do „państw rewizjonistycznych” obok Niemiec, sowieckiej Rosji czy Węgier zdecydowanie zaliczała się Turcja. Już w 1920 r. rząd Atatürka nawiązał stosunki dyplomatyczne z Moskwą, a w 1921 r. podpisał z nią traktat o przyjaźni i współpracy. Kemal zawarł sojusz z rosyjskimi bolszewikami, choć nie sympatyzował z nimi ideologicznie. „Jeśli chodzi o nasze stosunki z bolszewikami, to zawarliśmy z nimi układ o przyjaźni. Jedna z podstawowych zasad układu gwarantuje, że Rosjanie nie będą szerzyć propagandy, ani dopuszczać się prowokacji w naszym kraju.” – wyjaśnił w 1921 r.** Z ruchem komunistycznym wewnątrz Turcji bez zwłoki rozprawił się siłą, kiedy tylko ten podniósł głowę. Jeżeli Atatürk widział jakieś pozytywy w fenomenie bolszewizmu, to dostrzegał je w jego koncepcji polityki zagranicznej – poparciu z pobudek ideowych walki wyzwoleńczej narodów uciskanych i wyzyskiwanych przez zachodnie plutokracje. Mówił o tym przed parlamentem w Angorze w sierpniu 1921 r.: „Bolszewizm może być traktowany jako punkt widzenia uciemiężonej klasy wewnątrz narodu. Nasz naród zaś jest ciemiężony jako całość i dlatego też zasługuje on na pomoc ze strony sił zmierzających do przebudowy świata.”** Przypomnijmy, że w tym samym czasie Benito Mussolini w swojej retoryce politycznej posługiwał się pojęciem „narodu proletariackiego”. Według Mussoliniego na kongresie paryskim Włochy zostały potraktowane jak proletariusz przez kapitalistę: dominujące państwa Ententy zagarnęły dla siebie wszystkie korzyści, jakie przypadły stronie zwycięskiej w wojnie, a Włochom, swojemu sojusznikowi, zapłaciły za ich straszliwy trud wojenny nędzną cząstką uzyskanych zdobyczy. O ileż bardziej rolę „narodu proletariackiego”, ograbionego ze wszystkiego i bezwzględnie wyeksploatowanego, próbowano wówczas narzucić Turkom. Już w maju 1919 r. kongres paryski uradził oddać Turcję „pod protekcję wielkich mocarstw”. W Paryżu premier Francji, pyszałkowaty bufon Clemenceau, upokorzył stronę turecką, nazywając Turków publicznie barbarzyńcami i burzycielami w obecności tureckich delegatów. Traktat pokojowy, podsunięty tym ostatnim do podpisu w Sèvres, sankcjonował praktycznie całkowity rozbiór Turcji, włącznie z Anatolią – a jednak rząd Mehmeda VI zgodził się go podpisać (10 VIII 1920). Ta kapitulacja przed dyktatem Zachodu stała się potem, obok ucieczki sułtana z kraju pod koniec 1922 r. (już po zbrojnym odparciu okupantów), jednym z powodów, dla których Atatürk zdecydował się w 1923 r. na likwidację sułtanatu i ogłoszenie republiki. Ponadto przykład sowieckiej Rosji inspirował władze kemalistowskiej Turcji w poszukiwaniach rodzimego antyliberalnego modelu ekonomicznego. Turecki etatyzm przybrał postać rzuconej przez Kemala w 1923 r. koncepcji „państwa gospodarczego”. W jej ramach między innymi wdrożono w Turcji, na wzór rozwiązań sowieckich ery stalinowskiej, plan pięcioletni. Turecka piatiletka została opracowana w 1933 r., zatwierdzona w 1934 r. i wykonana pomyślnie do 1939 r.
Ankara za rządów Atatürka nawiązała również dobre stosunki z Polską. Dwa państwa nigdy nie uznały rozbioru Rzeczypospolitej: Persja (Iran) i Turcja. Przez cały wiek XIX podczas wszystkich uroczystości organizowanych przez władze Wysokiej Porty wśród zaproszonych gości demonstracyjnie wyczytywano posła Lechistanu, a mistrz ceremonii odpowiadał: „Nie mógł przybyć!” Pierwszym po sowieckim stałym przedstawicielstwem dyplomatycznym, które zaczęło urzędować w nowej tureckiej stolicy, było poselstwo Rzeczypospolitej Polskiej. Pierwszym posłem niepodległej Polski w Ankarze został Roman Knoll (1924-1926), pierwszym polskim attaché wojskowym – płk Tadeusz Schaetzel (1924-1926). Obaj należeli do ścisłego kręgu wykonawców tzw. akcji prometejskiej (Knoll m.in. zmontował w Turcji w 1925 r. z politycznych emigrantów azerbejdżańskich, gruzińskich i kaukaskich Związek Oswobodzenia Kaukazu, zwany też Komitetem Wszechkaukaskim). Warto również odnotować polskie wpływy na światopogląd polityczny samego Kemala. Według tureckich historyków istotną rolę w jego formowaniu odegrała lektura pracy „Turcy dawni i dzisiejsi”, opublikowanej po francusku przez Mustafę Dżelaleddina Paszę, czyli Konstantego Borzęckiego – polskiego emigranta z Poznania, który po udziale w walkach „wiosny ludów”, przeszedłszy na islam, dosłużył się w armii tureckiej rangi generała i w 1876 r. poległ w jej szeregach, walcząc dla padyszacha w Czarnogórze. Z jego książki młody Atatürk zaczerpnął dwa ważne potem dla siebie poglądy. Po pierwsze – przeświadczenie o wspólnym pochodzeniu Turków i narodów europejskich (choć współcześnie nie wytrzymuje ono krytyki naukowej, trzeba przyznać, że akurat jasnowłosy i niebieskooki Kemal ilustrował je idealnie). Po drugie – przekonanie, że alfabet arabski nie pasuje do fonetyki języka tureckiego i należy go zastąpić alfabetem łacińskim, dającym możliwość wiernego zapisu (Atatürk w pełni zrealizował ten postulat, wprowadzając w 1928 r. zakaz publicznego posługiwania się pismem arabskim). Ponadto, według świadectwa Jana Gawrońskiego, Kemal zdradzał osobistą fascynację postacią marszałka Józefa Piłsudskiego i oceniał go jako przywódcę politycznego wyżej, niż na przykład Mussoliniego.
Wyjąwszy jednak bliskie relacje z Berlinem, Moskwą i Warszawą, politykę zagraniczną Atatürka cechował izolacjonizm. Za jego rządów Turcja z zasady nie angażowała się w wojny i inne konflikty. Tylko raz uczynił Kemal wyjątek od tej reguły: w 1934 r. wprowadził swoje państwo do tzw. ententy bałkańskiej, zawiązanej dla przeciwstawienia się planowanej przez faszystowskie Włochy ekspansji na południowym wschodzie Europy, a złożonej z samych historycznych przeciwników Turcji – Jugosławii, Rumunii i Grecji. Nie przyniosło to zauważalnych zmian w polityce zagranicznej Ankary, ponieważ „bałkańska ententa” istniała wyłącznie na papierze, próby przekształcenia jej w rzeczywisty sojusz wojskowy (podejmowane przez Atatürka) spełzły na niczym, a już w 1935 r. rozpadła się, gdy Jugosławia pod rządami Milana Stojadinovicia przeszła na stronę Węgier i Austrii, sprzymierzonych z Włochami. Podczas II wojny światowej, choć Kemal już nie żył, jego bezpośredni spadkobiercy pozostali wiernie izolacjonistycznej linii w polityce zagranicznej. Jej zachowanie nie mogło być łatwe w obliczu totalnej mobilizacji wojujących stron i pomiędzy dwoma blokami zwartymi w walce na śmierć i życie. Gdy III Rzesza odnosiła wojenne sukcesy, Turcja przechylała się na jej stronę ale tylko w minimalnym stopniu. 18 czerwca 1941 r. władze w Ankarze zawarły z Niemcami traktat o przyjaźni (jakkolwiek niewiele wcześniej, gdy Wehrmacht wkroczył w kwietniu do Bułgarii, skoncentrowały przy granicy w Tracji trzydzieści siedem dywizji dla jej obrony). W latach 1942-1943 przyzwalały szefowi wywiadu zagranicznego SS, Walterowi Schellenbergowi, na prowadzenie z terytorium Turcji operacji „Zeppelin” – wywiadu przeciw Związkowi Sowieckiemu za pomocą grup szpiegowskich złożonych z Turków, Azerbejdżanów, Gruzinów i górali kaukaskich, przerzucanych na Ural i do południowej Rosji (strona turecka wycofała się z operacji po tym, jak rozpracował ją sowiecki kontrwywiad, a Mołotow wezwał tureckiego ambasadora w Moskwie i w ostrej formie zażądał jej przerwania). Gdy natomiast po przełomie wojennym III Rzesza zaczęła zmierzać ku katastrofie, Turcja dążyła do wywikłania się ze związków z Niemcami tak, by zarazem nie popaść w zależność od ich przeciwników. W grudniu 1943 r. Roosevelt i Churchill zaaranżowali w Kairze spotkanie z tureckim premierem, bezskutecznie próbując namawiać Ankarę do czynnego udziału w wojnie przeciw Niemcom. Kiedy wkrótce potem polski Naczelny Wódz, generał Kazimierz Sosnkowski, pytał o stanowisko Turcji brytyjskiego marszałka Henry’ego Wilsona, ten odparł: „Turcy wejdą do wojny po wojnie.” Wzięta w kleszcze z jednej strony przez zachodnich aliantów, kontrolujących basen Morza Śródziemnego, Bliski Wschód i Iran, a z drugiej strony przez ściśle z nimi sprzymierzony Związek Sowiecki, Ankara ostatecznie stanęła po stronie koalicji antyniemieckiej dopiero w sierpniu 1944 r., w skrajnie niekorzystnym położeniu, gdy Armia Czerwona weszła na Bałkany i Turcja znalazła się w całkowitym okrążeniu.
Nowym elementem wprowadzonym do polityki międzynarodowej przez Atatürka był antykolonializm, uprawiany z pozycji niepodległego państwa narodowego. W 1923 r. Kemal podniósł postulat zlikwidowania wszelkich form zależności kolonialnej na obszarze Azji: „Obecna walka Turcji nie należy tylko do Turków. Sprawa broniona przez nas jest sprawą wszystkich uciśnionych narodów Wschodu. (…). Widzę przebudzenie wschodnich ludów, jak teraz widzę słońce wschodzące o świcie. Imperializm i kolonializm zostaną zmiecione z globu, a w ich miejsce nastanie nowa era, natchniona nowym rozumieniem zgody i współpracy, gdzie nie będzie dyskryminacji ze względu na kolor skóry czy rasę.” Ideowymi dłużnikami kemalizmu pozostają więc wszystkie antykolonialne ruchy narodowo-państwowe, walczące o wyzwolenie ludów Azji i Afryki spod władzy Zachodu, jak również ich przywódcy, tacy jak wymienienie na początku twórcy państw postkolonialnych, socjaliści Lee Kwan Yew, Kwame Nkrumah, Julius Kambarage Nyerere czy Kenneth Kaunda. Z antykolonialnym stanowiskiem Atatürka zbiegał się przedstawiony przez Tadeusza Hołówkę w 1926 r. na łamach piłsudczykowskiego pisma „Droga” program popierania przez Polskę walki o niepodległość wszystkich ludów na świecie, a w efekcie całkowitej likwidacji imperiów kolonialnych i przekształcenia wszystkich krajów świata w państwa narodowe. Hołówko należał do głównych realizatorów akcji prometejskiej. W latach 1925-1926 jeździł jako ekspert Ministerstwa Spraw Zagranicznych z poufnymi misjami do Turcji, uwieńczonymi zmontowaniem tam Komitetu Niezależności Kaukazu z emigracyjnych polityków azerbejdżańskich, kaukaskich i gruzińskich. Po zamachu majowym kontynuował te działania jako naczelnik Wydziału Wschodniego w MSZ (1927-1930). Z jego inicjatywy tureckie statki pływające przez Bosfor na Morze Czarne przerzucały do sowieckich republik kaukaskich propagandowe pisma, drukowane (m.in. w języku czerkieskim) na Bliskim Wschodzie za pieniądze polskiego Sztabu Głównego. Na poziomie strategicznym Hołówko pracował nad pozyskaniem poparcia Turcji dla wspólnego powstania narodów turańskich zamieszkujących południową część Związku Sowieckiego oraz poparcia Iranu dla oderwania od ZSRS sfederowanych Gruzji, Azerbejdżanu i krajów Kaukazu (m.in. Czeczenii). Tolerowanie przez Ankarę prowadzenia przez Polaków antysowieckiej akcji prometejskiej z jej własnego terytorium państwowego świadczy skądinąd, że wbrew opinii Jana Gawrońskiego przyjaźń z Moskwą nie osiągnęła bynajmniej rangi dogmatu w polityce zagranicznej kemalistowskiej Turcji.
Wracając do Atatürka, trzeba podkreślić, że szybkie wejście Turcji do NATO (Organizacja Paktu Północnoatlantyckiego powstała w 1949 r., a Turcja przystąpiła do niej w ramach jej pierwszego rozszerzenia w 1952 r.) zakrawa na ewidentną zdradę jego spuścizny politycznej. Tradycje kemalizmu w polityce zagranicznej (izolacjonizm, antykolonializm, dystans do antagonistycznych bloków) predestynowały Turcję do członkostwa nie w NATO, lecz w zawiązanym w 1955 r. Ruchu Państw Niezaangażowanych. Państwo tureckie znalazłoby się w nim obok takich wschodzących potęg, jak Chiny czy Indie. I na pewno spotkałoby je tam uznanie: dwaj spośród założycieli Ruchu, indyjski premier Javaharlal Nehru i indonezyjski prezydent Ahmed Sukarno, uważali Atatürka za wzór do naśladowania, a do jego inicjatorów należał też czołowy teoretyk antykolonializmu Kwame Nkrumah.
Zmierzch kemalizmu?
Od 2003 r. Turcją rządzi Partia Sprawiedliwości i Rozwoju pod przywództwem islamisty Recepa Erdogana. Rząd Erdogana stawia sobie za cel usunięcie z życia państwowego i z obowiązującego ustawodawstwa tego, co postrzega jako przeżytki ery kemalizmu.
Kemalizm to między innymi tradycja militaryzmu. Sam Atatürk od najmłodszych lat chciał zostać wojskowym i już jako dziecko uczył się władać bronią. Okazał się znakomitym dowódcą – utalentowanym taktykiem podczas I wojny światowej i strategiem podczas późniejszej wojny o niepodległość. Służbę wojskową zakończył w 1922 r. w stopniu marszałka. Jako prezydent otaczał się współpracownikami wypróbowanymi wcześniej w armii. 5 sierpnia 2013 r. przed sądem w Stambule dobiegł końca trwający od 2008 r. proces Ergenekonu – spisku zawiązanego przez część generałów i polityków w celu dokonania antyrządowego zamachu stanu. W historii najnowszej turecka armia trzykrotnie obalała cywilne władze państwowe (1960, 1971, 1980). W procesie Ergenekonu zapadło prawie dwadzieścia wyroków dożywocia, w tym również dla najwyższych rangą dowódców – jeden z nich otrzymał generał Ilker Başbuğ, do niedawna szef sztabu (2008-2010). Ośrodek Studiów Wschodnich, rządowa placówka analityczna z Warszawy, która zawsze prezentuje spojrzenie na politykę międzynarodową zaprawione przesadnym okcydentalizmem, swój komentarz do tego wydarzenia zatytułował słowami „kres politycznej roli armii przypieczętowany”.
W niniejszym artykule celowo pominięto kwestię życia prywatnego Atatürka, jego słabostek i cieni, w których tak lubują się zdziecinniali czytelnicy epoki pism brukowych. Dla oceny polityka nie mają one żadnego znaczenia. Twórca kemalizmu wypędził okupantów ze swej ojczyzny; narodowi podeptanemu i sponiewieranemu przez mieszczańskie demokracje Zachodu przywrócił poczucie własnej wartości i dumę; z popiołów i gruzów rozbitego imperium wydźwignął nowe państwo, istniejące do dziś; uczynił je krajem bezpiecznym i stabilnym. Erdoganowski „islamizm z ludzką twarzą” wciągnął Turcję w międzynarodowe awantury i zbrodniczą politykę eksportu terroryzmu do Syrii, uprawia liberalną politykę gospodarczą oraz podkopuje autorytet państwa korupcją i nepotyzmem.
Adam Danek, 28 marca 2014
* Cytaty pochodzą z pracy: Jan Gawroński, Dyplomatyczne wagary, wyd. Instytut Wydawniczy PAX, Warszawa 1965.
** Przeł. Jerzy Łątka.
