
W czasach, w jakich przyszło nam żyć, niemal wszystkie liczące się poglądy (czy raczej poglądy uważane za liczące się) – zakładając, że w „odczarowanym”, wypranym z wartościowań świecie po nowoczesności, po „śmierci Boga”, po holokauście, po komunizmie etc. można w ogóle mówić o obecności jakichkolwiek poglądów – na temat kultury, społeczeństwa i polityki mają charakter mniej lub bardziej demoliberalny. Koncepcja Francisa Fukuyamy „końca historii” przez ustanowienie wieczystego panowania demoliberalizmu, choć sfalsyfikowana przez historię jeszcze w roku jej ogłoszenia, na pozór wydaje się tryumfować. Demoliberalizm stanowi fundament ustrojów przodujących państw (podobnie jak poprzedni system wiecznej szczęśliwości, liberalna demokracja ma swe państwa przodujące, średnio zaawansowane, zacofane i wrogie) oraz rację działania jawnych i tajnych organizacji międzynarodowych, a także najważniejszą treść propagandy uprawianej przez światową sieć mediów. Trudno dziś znaleźć osobistości i idee ani trochę nie uwikłane w ideologię liberalno-demokratyczną, będące jej całkowicie i konsekwentnie wrogie, nie zaś zaledwie wobec niej krytyczne. Niniejszy szkic poświęcony będzie dwóm nurtom, którym można wciąż przypisać tę właściwość.
Świat demoliberalny wylągł się w 1789 r., w momencie narodzin społeczeństwa nowoczesnego (modernistycznego), kilka katastrof dziejowych później zastąpionego przez swą bardziej cyniczną wersję – społeczeństwo ponowoczesne (postmodernistyczne). Nas interesują środowiska odrzucające w całości spuściznę rewolucji francuskiej wraz z wszelkimi jej odroślami i rozwinięciami. Pierwsze z nich w roku 1789 i jego następstwach widzi postępującą stopniowo destrukcję ordo – politycznego i społecznego ładu zakorzenionego w rzeczywistości transcendentnej. Tworzą je archaiści, zwani również reakcjonistami bądź tradycjonalistami (politycznymi). Na ogół nie bywają zrzeszeni politycznie, z rzadka jedynie wstępują do niepartyjnych organizacji konserwatywnych i tworzą ich skrajne skrzydło. Podobne, co u archaistów, ujęcia spotyka się również współcześnie w kręgach nacjonalistycznych. Oczywiście nie we wszystkich, a jedynie w niektórych z nich, ponieważ ugrupowania definiujące się jako nacjonalistyczne przejawiają ogromną różnorodność: jedne odwołują się na płaszczyźnie aksjologicznej do chrześcijaństwa, inne do laicyzmu, jeszcze inne do pogaństwa[1]. W historii ruchów nacjonalistycznych odnajdujemy inspiracje tak odmienne, jak konserwatywne, liberalno-demokratyczne[2] oraz komunistyczne[3]. Jeden z badaczy prawicowej myśli politycznej w wydanej niedawno obszernej pracy stawia tezę, iż nacjonalizm nie stanowi samodzielnej doktryny politycznej, a jedynie formę, w którą rozmaite doktryny się przystrajają[4]. Nacjonaliści nie posiadaliby zatem spójnej, wyróżniającej ich wizji świata.
Reakcyjny punkt widzenia
Wizję taką posiadają natomiast archaiści. Zawiera się ona w pojęciu Ładu – właściwego porządku rzeczy, którego istnienie zapewnia światu prawdziwy byt, piękno oraz panowanie dobra. W jego skład wchodzą porządki: religijny, polityczny i społeczny, których zresztą archaiści nie rozgraniczają ściśle – instytucje społeczne i polityczne w świecie Ładu pełnią również funkcje religijne, więc posiadają charakter mniej lub bardziej sakralny, zaś instytucje religijne odgrywają ogromną rolę w życiu politycznym i społecznym. Wszystkie poziomy Ładu (religijny, polityczny, społeczny) mają wspólne, transcendentne pochodzenie; ich istnienie to efekt bądź przejaw boskiej interwencji w świat doczesny. Inaczej mówiąc, początki Ładu mogą być skryte w mrokach dziejów, lecz ich poszukiwania ostatecznie zawsze prowadzą do nadprzyrodzonego źródła – Objawienia. Zadaniem ziemskich instytucji jest wierne i nieprzerwane przekazywanie treści Objawienia pokoleniom żyjącym w kolejnych epokach; ów ciągły przekaz zwie się Tradycją[5]. Ideał archaisty to cywilizacja oparta na przedwiecznych, niezmiennych od zawsze zasadach; dobrze oddają go słowa Mircei Eliadego (1907-1986), wielkiego religioznawcy i filozofa kultury kojarzonego z tzw. tradycjonalizmem integralnym, opisujące jedną z nich: „Indie okazały się, zwłaszcza w dziedzinie religii, zachowawcze w całym tego słowa znaczeniu: niemal nic nie zaginęło z ich dziedzictwa sięgającego niepamiętnych czasów.”[6] W Europie, niestety, po Ładzie nie zostało nawet wspomnienie. A był taki okres czy też moment historyczny, w którym Ład został w pełni wcielony w doczesność. Od tamtej jednak pory jego treść i znaczenie zostały zaniedbane, ulegały stopniowemu zapomnieniu, zaś jego namacalne formy były systematycznie niszczone przez siły chaosu i przewrotu, dążące do jego rozsadzenia w imię źle pojętej wolności[7]. Świat współczesny stanowi rezultat tego buntu przeciw boskiemu porządkowi – efekt postępującej degrengolady rodzaju ludzkiego. Lecz dopełniła się już miara upadku; nadszedł czas, by wydobyć Ład z niepamięci i restaurować go we wszystkich sferach ludzkiej egzystencji. Archaista odwraca się od całości współczesnego świata – jako zaprzeczenie Ładu pozostaje on niebytem: chaosem, który musi zostać przezwyciężony[8].
Archaiści a naród
Na pozór archaiści są nader dalecy od cechującego nacjonalistów myślenia w kategoriach narodowych. Ba, zdarzali się wśród nich tacy, którzy uważali naród za wynik degradacji wcześniejszych i doskonalszych od niego społeczności, odrzucając go razem z całą resztą nowoczesności. Jeden z bardziej wpływowych, integralny tradycjonalista Julius Evola (1898-1974) głosił, iż utożsamienie wspólnoty politycznej z narodem oznacza zanegowanie jej fundamentów duchowych, a oparcie jej ładu (nie mylić z Ładem!) na czynnikach przyziemnych, czysto fizycznych, jak ziemia i krew (wspólne pochodzenie). Apoteoza narodu to apoteoza tego, co partykularne – przeciwstawienie się Ładowi, który jako porządek o charakterze kosmicznym przenika cały świat i jednoczy wszystkie byty. Następnie, jeśli wyłączną podstawą wspólnoty politycznej staje się naród, władza i wszelkie instytucje muszą pochodzić od niego; mają zatem pochodzenie oddolne, a nie odgórne (boskie), jak w społecznościach tradycyjnych, opiewanych przez archaistów. Oddolne pochodzenie porządku wspólnoty i przyziemność jej korzeni sprawiają, że jej życie coraz bardziej koncentruje się na interesach materialnych i sprawach ekonomicznych, a przywództwo przechodzi w niej w ręce bezideowych pragmatyków, którzy te interesy chcą i umieją rozgrywać. Wreszcie, naród to kolektyw, więc wspólnota na nim oparta zorganizowana jest w sposób poziomy: kluczową rolę odgrywa w niej równość i masowość w życiu politycznym, podczas gdy hierarchiczna, czyli pionowa (oparta na naturalnych nierównościach) organizacja wspólnoty stanowi nieodzowny element Ładu. Tak oto rodzi się dziewiętnasto- i dwudziestowieczne nowoczesne państwo narodowe: demokratyczne, liberalne, obywatelskie, egalitarne, mieszczańskie – wykwit zniszczenia tradycyjnych państw monarchicznych, opartych na autorytecie i sakralności władzy. Formułując tę surową krytykę, Evola zastrzegał jednak, iż konkretny naród może odnaleźć kontakt z transcendencją, co da mu duchową siłę do zbudowania uniwersalnego imperium opartego na idei ponadnarodowej, przezwyciężającej etniczne czy geograficzne partykularyzmy – jak niegdyś uczynili to starożytni Rzymianie, Frankowie w VIII wieku albo Niemcy w wieku X[9].
Krytyka Evoli zasadza się jednak na podobnych założeniach, co rewelacje wielu współczesnych uczonych, którzy utrzymują, że narody powstały (dosłownie) w XIX wieku wraz z politycznym upodmiotowieniem mas zainicjowanym przez rewolucję francuską – a wcześniej w ogóle nie istniały[10]. Czy jednak przed XIX wiekiem naprawdę nie było narodu polskiego, francuskiego, hiszpańskiego i tak dalej? Czy dopiero jakobini i ich naśladowcy w innych krajach powołali do życia Polaków, Francuzów, Hiszpanów i tak dalej? Twierdzącą odpowiedź na te pytania wódz francuskich nacjonalistycznych monarchistów Charles Maurras (1868-1952) nazywał nacjonalitaryzmem i odróżniał go ściśle od nacjonalizmu. Wyodrębniał cztery zasadnicze cechy nacjonalitaryzmu. Po pierwsze, charakteryzuje go wiara w „suwerenność ludu” (narodu), po drugie – uznanie pochodzenia etnicznego i języka za wyłączne podstawy tożsamości narodowej, po trzecie – redukcja narodu do egalitarnej masy niezróżnicowanych jednostek (demokratyczna w swej istocie), po czwarte – dążenie do laicyzacji życia publicznego wynikające z założenia, że wszelka władza pochodzi od ludu (narodu) a nie z innych źródeł, zwłaszcza nadprzyrodzonych[11]. Jak widać, charakterystyka nacjonalitaryzmu pokrywa się z wyobrażeniem Evoli o nacjonalizmie – tymczasem nacjonalista Maurras odrzuca go z obrzydzeniem. Najwyraźniej to, co niektórzy archaiści uważali za wady wrodzone nacjonalizmu, niektórzy nacjonaliści potępiali jako jego kompletne wypaczenie. Nie mamy tu więc do czynienia z fundamentalnym sporem, a raczej z potrzebą uzgodnienia pojęć. W pierwszym rzędzie, oczywiście, dotyczy to pojęcia narodu.
A przecież naród miał ogromne znaczenie w refleksji archaistów; dość przywołać bodaj najsłynniejszego z nich, Josepha de Maistre’a (1753-1821). Ów reakcyjny historiozof postrzegał dzieje jako kosmiczny, bosko-ludzki dramat, narody zaś jako jego aktorów, z których każdy ma do odegrania własną, przeznaczoną mu przez Opatrzność rolę. Każdy z nich za pośrednictwem swej tradycji zrośnięty jest organicznie z określonym terytorium. „Każdy naród ma nawet swój ośrodek, centrum mistyczne, które stanowi o jego być czy nie być – mowa o stolicy, która w przekonaniu de Maistre’a przechowuje sacrum właściwe dla każdego narodu; jest to miejsce dlań święte, wiążące się ze wszystkimi jego wspomnieniami i tradycjami; tu znajdują się najwspanialsze świątynie, pamiątki historyczne i groby królów.” – pisze znawca myśli sabaudzkiego tradycjonalisty. Narody, jak wiadomo z Pisma Świętego, mają własnych aniołów stróżów, co dowodzi, iż nie są zbiorami ludzkimi uformowanymi przez grę przypadkowych czynników historycznych i przyrodniczych, lecz stworzonymi przez Boga, żywymi i uduchowionymi organizmami. Typ duchowości narodu wyraża się w jego instytucjach politycznych oraz języku. Co do instytucji, szczególną ważność przypisuje de Maistre wybitnym jednostkom – „mężom opatrznościowym”: przywódcom i prawodawcom, którzy zdolni są ogarnąć ducha narodu, by następnie nadać mu kształt ustrojowy i prawny (podawał tu przykłady Mojżesza, Likurga czy Numy Pompiliusza). Duszę narodu ucieleśniają również jego władcy – suwerenowie, jak w soczewce skupiający w sobie jego cnoty w czasach świetności, a przywary w dobie upadku. Język narodowy nie stanowi zaś po prostu zestawu praktycznych nazw i zwrotów umożliwiających funkcjonowanie w mówiącym nim społeczeństwie, lecz ukrywa w sobie wszystkie tajniki jego duszy; jest żywym pra-dokumentem, zawierającym zapis całokształtu jego życia duchowego. „Język jest dla każdego narodu ideą dlań wrodzoną; dlatego jego zmiany powodują udoskonalenie lub zniekształcenie ducha narodowego.”[12]
Za podstawowych aktorów historii uważał narody również inny archaista, Louis de Bonald (1754-1840). Wyjaśniając ich pochodzenie, należy prześledzić ich dzieje wstecz, aż do momentu, kiedy trafia się na inicjujący je „wyjątkowy i oczywisty fakt, będący koniecznym darem Boga”. Bóg powołał narody do życia poprzez tchnięcie w rodzaj ludzki języka. Język narodowy stanowi kanał, którym do człowieka dociera „nadprzyrodzone światło pierwotnego Objawienia” oraz pozwala ludziom opisywać i wyrażać kluczowe dla danego narodu wspólne idee, przekazywane kolejnym pokoleniom dzięki narodowej tradycji. Drugi obok języka czynnik scalający naród to władza; wpisuje ona wielość osób różniących się stanem, zdolnościami i zajęciem w hierarchiczny i organiczny porządek społeczny. Podobnie jak władza i język, od Boga pochodzi też trzeci czynnik formujący naród: religia, wymagająca posłuszeństwa i od tego, kto stoi na czele wspólnoty narodowej, i od każdego z jej członków. By istnieć, naród musi być wiernym swym fundamentalnym ideom, pozostać jednością i ciągłością języka-tradycji, władzy i religii. Wedle de Bonalda znajdują one swą najlepszą syntezę w europejskim modelu monarchii katolickiej. Ta właśnie forma ustrojowa gwarantuje każdemu z narodów pewność trwania[13].
Na uwagę zasługują również poglądy polskiego archaisty Henryka Rzewuskiego (1791-1866), który zresztą znał osobiście de Maistre’a, de Bonalda, a także szwajcarskiego konserwatystę integralnego Karla Ludwiga von Hallera (1768-1854). Rzewuski uważał naród za żywą istotę i realnie istniejącą osobowość. Nazywał go „człowiekiem zbiorowym”, który tak samo jak człowiek pojedynczy posiada ciało i duszę. Ciało narodu tworzą jego członkowie – odpowiednik komórek budujących każdy organizm. Jego duszą, daną od Boga, jest „duch narodu”, przejawiający się zwłaszcza w dziele jego wybitnych przedstawicieli. Dla Rzewuskiego „konstytucja żywotna, bez której nie może być żadnego narodu, nie jest dziełem ludzkim”, a „każda narodowość była (…) tylko rozwinięciem historycznym idei jakiej, danej ludziom od Boga przy jakimś udziale Jego siły”. Podobnie jak de Maistre, zwracał on uwagę na fakt, że powołując naród do życia, Bóg przydaje mu anioła stróża, by go bronił i wspomagał – tak długo, jak długo naród pozostaje Mu wierny. Ale kiedy naród „nie tylko że nie chce współdziałać z Bogiem, ale nawet zuchwale się od Niego odwraca”, anioł w końcu go odstępuje. Oznacza to śmierć narodu – w sensie dosłownym: jego dusza odrywa się od ciała, o czym świadczy popadanie wybitnych wyrazicieli ducha narodu w coraz głębszą izolację od ogółu jego członków. Później następuje stopniowy rozpad ciała narodu: rozproszenie i/lub wynarodowienie tworzących je rzesz. Tak jak na gnijącym truchle pasą się robaki, na rozkładającym się ciele narodu pasożytują tajne stowarzyszenia i rewolucjoniści. W epoce rozkładu narodu pojawia się szczególnie wielu płodnych pisarzy, poetów, filozofów i uczonych zgłębiających narodową przeszłość, co często mylnie bierze się za zwiastun odrodzenia. Tymczasem to jedynie łabędzi śpiew umierającego narodu, przedśmiertna konwulsja zapowiadająca rychły kres egzystencji[14].
Nacjonaliści a Tradycja
Jeśli natomiast idzie o stosunek nacjonalistów do idei przyświecających archaistom, wypada stwierdzić, że ci pierwsi nigdy nie byli zgodni w ocenie rzeczywistości liberalno-demokratycznej. Konsekwentnymi zwolennikami „antydemoliberalnej”[15] formy państwa pozostawali ci spośród nich, którzy opowiadali się za hierarchicznym ustrojem, wzniesionym na metafizycznych fundamentach, tożsamym z rządami tradycji i autorytetu. Wśród nacjonalistów na pozycjach tego typu stali zazwyczaj narodowi radykałowie, np. deklaracja Międzynarodowej Trzeciej Pozycji, zrzeszającej współczesne ruchy narodowo-radykalne, expressis verbis stwierdza prymat Ducha nad Materią oraz potępia ideologiczną spuściznę 1789 r. za odwrócenie tego porządku[16]. Łatwo dostrzec tu zbieżność z postawą archaistów. Zbieżność owa najbardziej może widoczna jest na gruncie polskim, dzięki specyficznemu kolorytowi przedwojennego polskiego nacjonalizmu. O ile starsze pokolenie obozu narodowego, czyli endecja, tkwiło mocno w demokratycznych wyobrażeniach XIX wieku i nosiło wyraźne piętno jego pozytywistycznego światopoglądu, o tyle na zupełnie innych zasadach bazowały ugrupowania młodych narodowców, nazwane „potomstwem obozowym” z uwagi na wspólną formację odebraną w szeregach Obozu Wielkiej Polski (1926-1933). W ich kręgach nastąpiła szeroka recepcja idei Nowego Średniowiecza, wyartykułowanej wówczas przez rosyjskiego filozofa Nikołaja Bierdiajewa. Młodzi nacjonaliści postrzegali swoje czasy jako epokę zmierzchu liberalizmu politycznego i ekonomicznego, na której horyzoncie jawią się odmienne formy życia, bardzo podobne do tych znanych dawniejszej historii. Głosili odwrót od wielkich miast i wielkiego przemysłu – „maszynizmu”, wedle określenia Adama Doboszyńskiego (1904-1949) – a zarazem odrodzenie przedindustrialnych form gospodarczych. Postulowali budowę ładu, w którym całokształt życia społecznego jednoczyć i porządkować będzie religia katolicka – a zatem ładu o wymiarze sakralnym. Koncepcje tego rodzaju rozwijało zwłaszcza środowisko ONR-ABC oraz niektórzy działacze Związku Młodych Narodowców/Ruchu Narodowo-Państwowego, np. Ryszard Piestrzyński (1902-1962). Także w najbardziej umiarkowanym z ugrupowań nacjonalistycznych, Stronnictwie Narodowym, funkcjonował wpływowy nurt tzw. młodoendeków o tradycjonalistycznym nastawieniu. Ci ostatni organizowali m.in. ceremonie na Jasnej Górze, podczas których zgromadzona w sanktuarium nacjonalistyczna młodzież masowo ślubowała Matce Bożej przebudować państwo polskie na zasadach integralnie pojmowanego katolicyzmu. Jak pisze wybitny badacz nacjonalizmu Bogumił Grott, w Średniowieczu – epoce obranej przez nich za wzór – pociągały narodowców „głębokie przeniknięcie cywilizacji i kultury średniowiecznej duchem religijnym oraz jego statyzm” , a więc walory cywilizacyjne fundamentalne również dla archaistów (przypomnijmy raz jeszcze koncepcję cywilizacyjnej „zachowawczości” Eliadego). Jedynym ugrupowaniem młodych nacjonalistów niepodzielającym wprost tej fascynacji był Ruch Narodowo-Radykalny (tzw. Falanga), niemniej i jego program zawierał znaczny ładunek tradycjonalizmu. Za najwyższy i ostateczny cel działań człowieka uznawał bowiem Boga; naród, pojmowany przezeń jako wspólnota duchowa i wspólnota „typu życia” (kultury), pozostawał najwyższym celem w porządku doczesnym, ale tylko jako narzędzie umożliwiające osiągnięcie celu ostatecznego (nadziemskiego) przez pracę dla Ojczyzny. Notabene, kultowy wśród młodych narodowców traktat Bierdiajewa „Nowe Średniowiecze” przełożył na język polski (w 1936 r.) jeden z przywódców RNR, Marian Reutt (1907-1945)[17].
Rewolucja i konserwatyzm
Jedna rzecz wydaje się wszelako dzielić archaistów i nacjonalistów, a ściślej tych spośród nacjonalistów, którzy nas tu najbardziej interesują, tzn. narodowych radykałów. Chodzi o rewolucjonizm tych ostatnich – pragnienie rozsadzenia demoliberalnej rzeczywistości, dokonania przewrotu na skalę cywilizacyjną. Radykalizm ich postulatów osiąga natężenie, jakie – zdaniem niektórych – nie mieści się już nawet w formule tzw. rewolucji konserwatywnej[18]. Z jednej strony – apoteoza ruchu i czynu, chęć wyzwalania ogromnych energii, totalna mobilizacja i totalna transformacja status quo; z drugiej – ideał archaistów: wieczny, niezmienny Ład wbudowany w nieporuszoną architektonikę kosmosu oraz wrogość do wszystkiego, co go zakłóca. Na pierwszy rzut oka idee narodowej rewolucji i kontrrewolucji wykluczają się wzajemnie. Spróbujmy jednak zastanowić się nad stosunkiem archaistów do świata, jaki widzimy. Czego może chcieć konsekwentny archaista od rzeczywistości zeświecczonej i materialistycznej do cna, egalitarnej w najbardziej wulgarnym stylu, plującej na sacrum i na przeszłość, na każdą wzmiankę o porządku reagującej wylewem wrzaskliwej kontestacji, z drabiną społeczną złożoną z jednego szczebla – pstrokatego, „wielokulturowego” plebsu? Chyba jedynie zmieść ją z powierzchni ziemi. Wspominany wcześniej Julius Evola pisał w tym kontekście o „rewolucji tradycjonalistycznej”, dodając: „Tradycjonalizm jest najbardziej rewolucyjną ideologią naszych czasów.” Wtórował mu Józef Mackiewicz (1902-1985): „Dziś jedyną autentyczną rewolucją jest kontrrewolucja.”[19] Nastawienie obu nurtów okazuje się zbieżne, jeśli rozpatrywać je względem współczesności.
Wrogość archaistów wobec rewolucji ma swoje lustrzane odbicie w postaci nieskrywanej niechęci narodowych radykałów do konserwatyzmu. Ktokolwiek miał okazję przeglądać egzemplarze przedwojennego tygodnika „Falanga”, organu prasowego RNR, nie mógł nie zauważyć na jego łamach dziesiątek wypowiedzi wymierzonych w środowiska konserwatywne. Rolę konserwatystów w europejskiej historii po 1789 r. w znamienny sposób przedstawił Tadeusz Gluziński (1888-1940), publicysta ONR-ABC, we wznowionej niedawno książce „Odrodzenie idealizmu politycznego” z 1935 r. Rola ta miała charakter czysto reaktywny (nie mylić z reakcyjnym!) i defensywny, bierny, ograniczała się do prób odpierania ataków ze strony rewolucyjnych prądów liberalnych i socjalistycznych. Konserwatyści to ci, którzy związali swój los z „resztkami monarchicznych ustrojów”, usiłowali „bronić resztek przeszłości”. Nie było w nich ani odrobiny pierwiastka twórczego. „Zdesperowani obrońcy powalonego na obie łopatki »ancien regime«, owych Okopów Świętej Trójcy, żyli wyłącznie tęsknotą za powrotem do dawnych, dobrych czasów, których przeżytków bronili w beznadziejnej walce.” Konserwatyzm opierał się na dwóch podstawach: nostalgii (za tym, co minione) i lęku (przed niepewną przyszłością). Co więcej, mimo deklarowanego sprzeciwu wobec rewolucji, konserwatyści zawsze jej ustępowali. W końcu zgadzali się zaakceptować wszystkie rewolucyjne wymysły, byle tylko wprowadzano je w życie stopniowo, nie od razu (taktyka „hamowania z góry”). „W ślad za swymi wodzami zmienił twarz konserwatyzm i stał się… liberalny.”[20]
Tak się jednak składa, że w niemal identyczny sposób krytykowali konserwatystów archaiści. Większość historyków myśli politycznej uważa owe dwie filozofie nie tylko za stanowiska odrębne, ale wręcz za przeciwstawne i wykluczające się. Konserwatysta z porządku zniszczonego przez rewolucję stara się ocalić kluczowe elementy, godząc się na zmianę reszty; archaista zamyśla o jego pełnej odbudowie, czyli likwidacji świata zrodzonego z rewolucji. Archaista wierzy bowiem w sakralność i wieczność pewnego ładu politycznego, podczas gdy zdaniem konserwatysty dziejowa mądrość przestrzega przed absolutyzowaniem jakichkolwiek instytucji czy ustrojów. Dla konserwatysty „duch narodu”, język i tradycja nie odzwierciedlają wyższych praw wprost, a jedynie dostarczają o nich szeregu wskazówek; dla archaisty sacrum objawia się w nich bezpośrednio. W oczach konserwatysty wszystko, co istnieje na ziemi, jest zanurzone w historię, toteż idea powrotu pozostaje mu obca; stanowi ona natomiast jądro namysłu archaisty. Pierwszy postrzega przeszłość i teraźniejszość jako ciągłość, drugi widzi w teraźniejszości przeciwieństwo przeszłości. Konserwatyście zależy raczej na zachowaniu istoty porządku, archaiście – na jego integralnej restauracji. Konserwatysta uważa archaistę za wyznawcę utopii i/lub zwolennika rewolucji, archaista konserwatystę – za oportunistycznego kapitulanta[21]. Konserwatysta Antoni Zygmunt Helcel (1808-1870) nazywa archaistów „stacjonariuszami”, „pozostalcami” i „zagrzęźlakami”[22]. Z przeciwnej strony Nicolás Gómez Dávila (1913-1994) ripostuje: „Reakcjonista staje się konserwatystą tylko w epokach, które przechowują coś godnego konserwowania.”[23] Francuski archaista Edouard Drumont (1844-1917)[24] stwierdza zaś: „Nie wierzcie nigdy konserwatystom. Z nimi nic nie da się zrobić.”[25] Stosunek do konserwatyzmu wydaje się kolejnym czynnikiem, który archaistów i narodowych radykałów raczej łączy, niż dzieli.
***
Rekapitulując, wydaje się, iż nacjonaliści (radykalni) i archaiści spoglądają na współczesny świat podobnie. Oczywiście nie usiłuję stawiać pomiędzy nimi znaku równości. Wygląda jednak na to, że wyłącznie te dwa środowiska odrzucają demoliberalną rzeczywistość społeczno-polityczną w całości oraz głoszą potrzebę jej zupełnego zniesienia, by możliwa stała się odbudowa prawdziwej wspólnoty – wspólnoty spajanej przez porządek o fundamencie metafizycznym. Rzecz jasna, obecnie krucjata przeciw demoliberalizmowi oznacza bellum contra omnes – walkę ze wszystkimi prądami, które mniej lub bardziej go wspierają. Dlatego też archaiści i narodowi radykałowie dobrze by uczynili, zawierając ideowy sojusz. W wojnie przeciw wszystkim liczy się przecież nawet pojedynczy sojusznik.
Adam Danek, 14 maja 2016
[1] Przegląd poszczególnych kierunków nacjonalizmu w: Bogumił Grott (red.), Nacjonalizm czy nacjonalizmy? Funkcja wartości chrześcijańskich, świeckich i neopogańskich w kształtowaniu idei nacjonalistycznych, Kraków 2006.
[2] Prezentowały je ruchy przywiązane do spuścizny XIX wieku, np. endecja (tzw. stara) w Polsce czy Partia Narodowo-Demokratyczno-Chrześcijańska (1920-1939) w Rumunii.
[3] M.in. przedwojenni teoretycy „narodowego bolszewizmu” i „narodowego komunizmu” w Niemczech, powojenne ugrupowania neofaszystowskie we Włoszech, które za wzór stawiały sobie Mao Tse-tunga i „Che” Guevarę oraz współpracowały z neokomunistami, czy wreszcie działająca współcześnie rosyjska Partia Narodowo-Bolszewicka.
[4] Adam Wielomski, Nacjonalizm francuski 1886-1940. Geneza, przemiany i istota filozofii politycznej, Warszawa 2007, s. 15-26, 549-562.
[5] Zob. tenże, Filozofia polityczna francuskiego tradycjonalizmu, Kraków 2003, s. 105.
[6] Mircea Eliade, Joga. Nieśmiertelność i wolność, przeł. Bolesław Baranowski, Warszawa 1984, s. 362.
[7] Bogdan Szlachta, Konserwatyzm. Z dziejów tradycji myślenia o polityce, Warszawa-Kraków 1998, s. 74, 89-92; tenże, Polscy konserwatyści wobec ustroju politycznego do 1939 roku, Kraków 2000, s. 48-49.
[8] Jerzy Szacki, Tradycja. Przegląd problematyki, Warszawa 1971, s. 223.
[9] Julius Evola, Suwerenność – Autorytet – Imperium i Od plebejskiej myśli narodowej do europejskiej jedności, „Reakcjonista. Pismo Tradycjonalistycznej Prawicy”, nr VI, wiosna 5109 r. K.J., s. 12-18.
[10] Słynnym eksponentem tej tezy jest Ernst Gellner – zob. tenże, Narody i nacjonalizm, Warszawa 1991.
[11] Jacek Bartyzel, Konserwatysta wobec Unii Europejskiej, „Pro Fide, Rege et Lege. Pismo Klubu Zachowawczo-Monarchistycznego” nr 3-4 (34), 2002, s. 3.
[12] Adam Wielomski, Od grzechu do apokatastasis. Historiozofia Josepha de Maistre’a, Lublin 2007, s. 64-68 (tamże przytoczone cytaty); zob. tamże, s. 119, 131-136.
[13] Bogdan Szlachta, Konserwatyzm, s. 78.
[14] Henryk Rzewuski, Wędrówki umysłowe przez autora „Zamku Kaniowskiego”, Mieszaniny obyczajowe przez Jarosza Bejłę, Cywilizacja i religia, [w:] Bogdan Szlachta (red.), Państwo i prawo w polskiej myśli konserwatywnej do 1939 roku. Antologia myśli prawnoustrojowej konserwatystów polskich, Warszawa 2002, s. 110-118. Notabene, ten ostatni pogląd podzielał Oswald Spengler (1880-1936), niemiecki filozof z kręgu Rewolucji Konserwatywnej, który wskazywał, że umierające kultury cechuje nadprodukcja literatury.
[15] Termin ten pojawił się w 1926 r. w piśmie Stronnictwa Faszystów Polskich. Olgierd Grott, Faszyści i narodowi socjaliści w Polsce, Kraków 2007, s. 48.
[16] Deklaracja Trzeciej Pozycji, [w:] Derek Holland, Polityczny Żołnierz, Warszawa 1999, s. 62-67.
[17] Bogumił Grott, Religia – Cywilizacja – Rozwój. Wokół idei Jana Stachniuka, Kraków 2003, s. 252-265; Jacek Majchrowski, Silni – zwarci – gotowi. Myśl polityczna Obozu Zjednoczenia Narodowego, Warszawa 1985, s. 170-171; Piotr Świercz, Wpływ konserwatyzmu na nacjonalizm polski na przykładzie koncepcji społeczno-politycznych nurtu młodoendeckiego i ONR-ABC, [w:] Stefan Stępień (red.), Konserwatyzm. Historia i współczesność, Lublin 2003, s. 365-372.
[18] Tak konstatuje Andrzej Jaszczuk, opisując stosunek RNR-Falangi do ancien régime’u i roku 1789. Tenże, Ewolucja ideowa Bolesława Piaseckiego 1932-1956, Warszawa 2005, s. 29, 44 (przyp. 50).
[19] Oczywiście Mackiewicz nie był archaistą. Uważał się za kontrrewolucjonistę z uwagi na swój integralny antykomunizm. Zob. Włodzimierz Bolecki, Ptasznik z Wilna. O Józefie Mackiewiczu. (Zarys monograficzny), Kraków 2007, s. 703.
[20] Tadeusz Gluziński, Odrodzenie idealizmu politycznego, Biała Podlaska 2007, s. 25-26.
[21] Jerzy Szacki, Tradycja, s. 221-224, 229-233; Bogdan Szlachta, Polscy konserwatyści wobec…, s. 48-49;
[22] Antoni Zygmunt Helcel, O prawdziwym i fałszywym konserwatyzmie. Wybór pism, Kraków 2007, s. 2.
[23] Krzysztof Urbanek, Lux in tenebris, [w:] Nicolás Gómez Dávila, Nowe scholia do tekstu implicite, przeł. Krzysztof Urbanek, Warszawa 2008, s. 11.
[24] Zob. Jacek Bartyzel „Umierać, ale powoli!” O monarchistycznej i katolickiej kontrrewolucji w krajach romańskich 1815-2000, Kraków 2006, s. 448-453; Adam Wielomski, Nacjonalizm francuski 1888-1940, passim.
[25] Jacek Bartyzel, Konserwatyzm bez kompromisu. Studium z dziejów zachowawczej myśli politycznej w Polsce w XX wieku, Toruń 2002, motto.
