
Spotkanie prezydentów Rosji i Ameryki na Alasce i wczorajsza rozmowa Prezydenta Trumpa z Prezydentem Łukaszenką pokazały, że polska polityka wschodnia praktykowana przez elity postsolidarnościowe zbankrutowała.
Nie da się dłużej żyć zimnowojennymi mitami podsycanymi kiepskim zrozumiem historii Polski. Mamy nieszczęście do przywódców o formalnym wykształceniu historycznym. Tylko wczoraj świeżo upieczony Prezydent Nawrocki przekonywał, że Bitwa pod Kłuszynem była elementem rosyjskiego imperializmu, a wojna 1920 roku toczyła się między Polakami i Ukraińcami, a Rosjanami.
Potrzebujemy sformułowania nowych celów polskiej polityki zagranicznej, zwłaszcza na kierunku wschodnim. Celem numer jeden od lat 90 było robienie wszystkiego wbrew Rosji, nawet kosztem interesów Polaków na Wileńszczyźnie, na Białorusi, na Ukrainie, w Rosji.
Stoimy w przededniu przeformułowania architektury bezpieczeństwa w Europie Środkowej. Rosja, jako wytrawny szachista, dopina rozpoczętą w 2007 roku w Monachium kampanię.
Tymczasem, na polskiej scenie politycznej jest tylko jedna formacja poważnie zastanawiająca się nad strategią polityki zagranicznej w perspektywie długookresowej, która nie sprowadza dyskusji o polskich interesach do telewizyjnych pyskówek.
