
“Konwencje międzynarodowe ograniczające sposoby prowadzenia wojny i kwalifikujące pewne działania wojenne jako przestępstwa mają sens jedynie przy założeniu, że sama wojna nie jest zjawiskiem bezprawnym. Pod względem prawnym strony wojujące są sobie równe, z czego z kolei wynika, że zwycięzca nie może uznać pokonanego za przestępce z tego tytułu, że sam jest zwycięzcą i tamtego ma w swojej mocy.
Ustanawianie trybunałów dla sądzenia pokonanych w wojnie jest wtórną barbaryzacją stosunków międzynarodowych. To jedynie forma zemsty, która od zabijania jeńców różni się odmianą podłości, a nie istotą rzeczy. Linie frontów wojennych nie pokrywają się z podziałami na dobrych i złych, sprawiedliwych i przestępców.
Wojna nie wybucha z niczego. Poprzedza ją wrogość jednostronna lub – najczęściej – wzajemna. Ta wrogość też ma swoje przyczyny. (…) Ale już bez żadnych zastrzeżeń zgodzimy się, że wiele wojen wybucha bez poważnej przyczyny, same strony nie zdają sobie sprawy, co je wciągnęło w kataklizm. Po prostu nienawidziły się. Ktoś je natchnął tą nienawiścią i zupełnie nieważne, w jaki sposób była ona artykułowana. Jeżeli przyczyną wrogości są uchwytne interesy, łatwiej wojnę utrzymać w granicach konwencji i łatwiej zakończyć jakimś kompromisem. Gdy motywy wrogości są idealistyczne, moralne, religijne, “braterskie”, tym wojnę zakończyć trudniej i – według wielu historyków – jest ona tym okrutniejsza.”
Bronisław Łagowski, 1999
